Blog > Komentarze do wpisu
Listy z Iwo Jimy ***1/2


Druga po "Sztandarze Chwały" opowieść Clinta Eastwooda nt. Bitwy o Iwo Jima. Nie będę wypowiadać się nt. stylu tego twórcy, bo o tym pisałem dwie recenzje temu, jednak kilka szczegółów warto dodać. "Bitwa o Iwo Jima" pokazuje bohaterstwo strony japońskiej. Honor i tradycja są tu ważniejsze niż emocje i uczucia jednostki. Czy jednak w trudnych chwilach nie budzą się w ludziach ludzkie (czy też nieludzkie) uczucia? Nie znajdziecie tu jednoznacznej odpowiedzi (jak zwykle tylko sugestie).
O jednej rzeczy nie chciałem wcześniej pisać. Doświadczenie współproducenta (Spielberg) z "Saving Private Ryan" na pewno się w obu filmach Eastwooda zostało wykorzystane. Jednak tym razem operatorzy zrobili prawdziwe mistrzostwo świata jeżeli chodzi o ujęcie obrazu. Bitwa nie jest już ujmowana wyłącznie drgającą kamerą. Cały kadr dosłownie wypełniony jest detalami, przez co można spróbować wniknąć (pytanie, na ile jesteśmy wrażliwi) w ogrom okrucieństwa wojny.
Szybciutko przechodzę w podsumowanie. "Listy z Iwo Jimy" są ciekawsze niż "Sztandar Chwały". Historie, mimo że są swoimi lustrzanymi odbiciami, nie są równomierne w jakości fabuły. Pierwsza część mimo że ogólnie słabsza uniknęła jednej wady - nie nuży.
Ciekawostka, mimo że oba filmy były kręcone jednocześnie, tylko jeden aktor pojawia się w obu filmach. "Listy..." dostały też 4 nominacje do Oscara.


piątek, 08 lutego 2008, zaginiony22

Polecane wpisy