Blog > Komentarze do wpisu
Odważna ***
Po obejrzeniu "Odważnej" zaczynam mieć wrażenie, że nawet cenieni twórcy uważają siebie za prestigitatorów a nie artystów. Problem w tym, że niektóre gagi mogą im nie wyjść, a ból w oczach widowni wtedy jest tak samo widoczny jak w cyrku. Pewnie z tego powodu nie oszczędzę ostatniego filmu Neila Jordana, który raz zrobi sztuczkę udaną ("Śniadanie na Plutonie"), innym razem odtworzy coś co jest już znane ("Podwójny blef"), ale jak do tej pory nie zrobił filmu który wzbudziłby we mnie rozczarowanie.
"Odważną" w tym filmie jest Jodie Foster, która tym razem ma fryzurę a'la Meg Ryan (uwaga! Recenzuję thriller, nie komedię romantyczną choć po pierwszych pięciu minutach miałem wątpliwości). W dodatku drugim z bohaterów jest Naveen Andrews, co biorąc pod uwagę powierzoną mu rolę, daje mało wiarygodny efekt kochanka Jodie. Niestety ukochany tragicznie ginie, a żona w wyniku załamania (czy aby na pewno?) postanawia odegrać krwawą wendettę.
Wykonanie - film jest spójny i nie nuży, tylko przez całe dwie godziny zadając sobie pytanie "Po co powstał ten film" odpowiedź mam tylko jedną…… (zagadka dla czytelnika - Po co powstał ten film?).
Cały problem z tym filmem, tkwi w jego fabule. Współczuję Jodie jej sytuacji, ale nie rozumiem motywów, które kierują jej postępowaniem przez pierwszą część obrazu. Czy chciała zemsty na wszystkich łajdakach tego świata? Pytanie, czy w swoich rozmyślaniach, nie doszła do wniosku, że sama stała się tą złą? Dlatego właśnie nazwa filmu jest myląca, choć pewnie rozbieżność w opinii wynika z różnego spojrzenia na temat (chociażby pomiędzy widzem europejskim, a zakochanym w posiadaniu broni widzem amerykańskim).
Liczę, że skoro Neil zainkasował już odpowiednią gażę za "Odważną", wyda te pieniądze na kolejny projekt, tym bardziej bliższy memu oku (oraz sercu rzecz jasna).
poniedziałek, 04 lutego 2008, zaginiony22

Polecane wpisy

Komentarze
countersv
2008/02/05 12:51:33
Zaintrygowalo mnie jedno Twoje zdanie, z ktorym pozwole sobie popolemizowac. Nie znam filmu, wiec nie wypowiadam sie na jego temat, odnosze sie wylacznie do tego, co napisales w swojej recenzji.
Pytasz po co powstal film i czy bohaterka ma zamiar zgladzic wszystkich lajdakow swiata.
A ja sie pytam: a czemu nie? Co w tym zlego? Moze wlasnie po to powstal ten film. To co napisales, o gladzeniu wszystkich lajdakow, to przeciez Punisher jak zywy. Bohater komiksow Marvela, jeden z najbardziej rozpoznawanych i charakterystycznych z tego universum. Jego mit jest gleboko zakorzeniony w umyslach amerykanow. A tu prosze - dostaja historie z Punisherem w spodnicy. Czy to nie wystarczy?
Jak obejrze film to napisze u siebie, jakie mam zdanie na jego temat. Ale chce powiedziec jedna rzecz: malo jest filmow "po cos". Znakomita wiekszosc ma po prostu stanowic rozrywke. Potrafilbys powiedziec, po co powstal Shoot'em up? Pewnie nie, ja nie potrafie w kazdym razie. Co nie zmienia faktu, ze to swietny rozrywkowy film. Mam nadzieje, ze Odwazna tez sie takim filmem okaze.
-
Gość: zaginiony, 217.153.180.*
2008/02/05 13:14:17
Obejrzyj, zawsze łatwiej jest mówić o czymś co się widziało :)
To prawda, że motyw zemsty pojawia się w sztuce od wieków. Problem w tym, że wszyscy herosi, nawet ci z popkultury amerykańskiej walczą z przeciwnikiem, który im zaszkodził.
W "The Brave One" sytuacja jest trochę inna. Foster, mimo że jest ofiarą, staje się katem.
Podejrzewam, że tytuł filmu miał być dopełnieniem samej fabuły. Bohaterka mimo, że jest słaba, zdobywa się na akt odwagi. Sęk w tym, że nie wybija się ponadprzeciętność. "Każdy może zabić" - takie zdanie pojawia się w filmie. Pytanie, ile ludzi rozumie czym jest śmierć drugiego człowieka. Nawet w Polsce, sens zawarty w wierszu Czesława Miłosza że "śmierć jednego człowieka, to śmierć całego świata" przestaje być mottem człowieczeństwa. Czy to jest dobra droga? Czy należy o tym tworzyć filmy? Dlatego 3 gwiazdki w dodatku bardziej z sympatii do Jordana i Foster oraz technicznej perfekcji obrazu. Za fabułę daję 1.
-
countersv
2008/02/07 09:34:57
Piszesz:
Problem w tym, że wszyscy herosi, nawet ci z popkultury amerykańskiej walczą z przeciwnikiem, który im zaszkodził.

No wlasnie nie: Punisher zalatwia dilerow narkotykowych, z ktorymi nie ma nic wspolnego. Oczywiscie w filmie byl to motyw zemsty na ludziach, ktorzy zabili mu rodzine, ale juz w komiksie jest to zalatwianie po prostu "zlych ludzi", ktorzy jemu osobiscie niczym nie zawinili. Taki amerykanski wyrywacz chwastow.
Film moze obejrze w weekend, to najwyzej jeszcze sie wypowiem. Recenzje poki co nie sa zbyt pochlebne, wiec nie nastawiam sie na arcydzielo.