Blog > Komentarze do wpisu
Aż koleje się krew ***1/2
Przeczekałem kilka miesięcy, aż emocje opadną po projekcji tego filmu w kinach. Oczywiście, moje emocje też musiały opaść, tak aby zachować równowagę w ocenie ostatniego filmy Paula Andersona (dobrze wspominam jego "Magnolię").
Przedziwny film. Z jednej strony ciekawa fabuła, z drugiej jak to ładnie określił recenzent "Przekroju" ten film jest kolosem na glinianych nogach. Po obejrzeniu filmu, pozostaje jedynie niesmak wobec głównego bohatera.
"Aż poleje się krew" opowiada o bogatym nafciarzu, którego jedynym celem w życiu jest zdobyć taką fortunę, która pozwoli uciec od ludzi,którymi gardzi - nawet własnym synem. Danielowi Plainview (znakomity Daniel Day-Lewis) udaje się plan, jednakże płaci za to wysoką cenę. Tłem całej akcji jest początek dwudziestego wieku, kiedy wielu potomków imigrantów zdobywało fortunę na wydobyciu ropy - choć aby oddać prawdę, również wielu dzięki prymitywnym metodom wydobycia zginęło.
To na co zawsze zwracam uwagę, i co w tym filmie nie zawiodło to znakomite zdjęcia, atonalna muzyka. Oba te elementy stworzyły chłodny obraz, zupełnie nietypowy i niespotykany w innych filmach.
Dlaczego więc film jest tym kolosem? Przede wszystkim dlatego, ponieważ pod epickim charakterem opowieści, nie kryje się żadne przesłanie. Historia w finale nie ma odpowiedniego zakończenia, które mogłoby wieńczyć całą opowieść. W efekcie ma się poczucie dwugodzinnej wydmuszki. To właśnie zalety tego filmu, i atmosfera filmu powodują, iż po odseparowaniu muzyki i zdjęć, z samej fabuły niewiele zostaje. Nie jest to łatwy w odbiorze film, ale w moim odczuciu Anderson, troszeczkę zaszachrował. Akcję filmu można streścić w jednym zdaniu, co na film 2,5 godzinny jednak jest za mało. Przekombinowane kino nie pierwszy raz się przejechało na budowaniu formy, a nie treści, o czym przekonał się już np. Pitof ("Vidocq").  Być może właśnie dlatego, znacznie wyżej oceniam "Magnolię" tego reżysera.

środa, 30 lipca 2008, zaginiony22

Polecane wpisy