Blog > Komentarze do wpisu
Angielska robota ****

Po projekcji wczorajszego filmu, stwierdziłem że "nie ma tak dobrej recenzji jak polecenie z bloga". Brzmi to może jak autoreklama, ale właśnie tak uważam.
Jednym z takich filmów o których przeczytałem na blogu jest "Angielska Robota". Film grany już od ponad tygodnia, i pomimo sezonu wakacyjnego podczas wczorajszej projekcji kino było pełne. Czyżby więcej osób zasłyszało o tej produkcji?
Wielokrotnie temat skoku na bank był poruszany w kinie. Praktycznie zawsze dostawaliśmy jednak opowieść o arcydziele włamu ("Plan Doskonały", czy nasze "Va Banque"), tu jest zupełnie inaczej. Ekipa nie dość że mało doświadczona, to jeszcze sklecona ze znajonych znajomych. Dlatego niespecjalnie dziwi, że tylko dziełem przypadku cała akcja się udaje.
Opowiedzialna historia podobno jest oparta na faktach. Niestety nie wiemy ile z tych faktów ma pokrycie w fabule. Wiemy natomiast co się wydarzyło po samym napadzie. I nie jest to słodkie życie na jachcie. Przynajmniej nie od samego początku.
Zanim do finału dojdzie obrabowani postanowią na własną rękę odzyskać to co dla nich najcenniejsze. Oczywiście nie robią tego w sposób przyzwoity. Na domiar złego (i to właśnie najbardziej zaskakuje), powodzeniem akcji są zainteresowani: członkowie rządu, policji a nawet...rodziny królewskiej. Roger Donaldson - reżyser tego filmu, postawił pewną teorię, dlaczego złodzieje pomimo braku profesjonalizmu nie zostali do dzisiaj złapani. Okazuje się, że nie mógł to być przypadek co biorąc pod uwagę skalę włamania, ale i podejrzaną ciszę medialną może mieć tu swoje uzasadnienie.
To co składa się na walory filmu, to zręczny scenariusz. Widz dostaje we fragmentach składanki całej opowieści. Dobra gra aktorska - Jason Statham (pamiętacie "Transporter"?), Daniel Mays ("Pokuta" - mój rocznik, więc kariera dopiero się rozkręca  (sic!) ), Saffron Burrows ("Troja"). Muzyka, i to chyba najlepszy punkt programu, buduje nastrój oraz....tempo. Szybkie partie wypełniają po brzegi praktycznie każdy moment. Tak sobie właśnie myślę, że gdyby nie muzyczne ilustracje w wykonaniu Petera Robinsona (koniecznie "The World's Fastest Indian"), pewnie tego filmu nie oglądałoby się tak dobrze.
W mojej ocenie widz dostaje zręcznie opowiedzianą historię, dlatego bez obaw mogę polecić ten film innym. Bo w końcu nikt lepiej filmu nie poleci aniżeli recenzja z bloga.

środa, 06 sierpnia 2008, zaginiony22

Polecane wpisy

Komentarze
2008/08/06 09:09:06
Szczerze powiedziawszy nie zostałem zachęcony :) Tłumy walące na ten film, plus krzyk w mediach mocno mnie zniechęcają. Nie znaczy, że film nie będzie mi się podobał, ale poczekam sobie na projekcję na małym ekranie.
-
2008/08/06 09:17:45
OK. Wybaczam :D