Blog > Komentarze do wpisu
October Sky ***1/2

Przetrzymanie filmu na półce do czasu przykurzenia ma swoje dobre strony. Nie zmuszasz się do pochłonięcia obrazu na który specjalnie nie masz ochoty. Dopiero, gdy czujesz że nadszedł ten moment, wyciągasz płytę z etui, wkładasz do odtwarzania i możesz z przyjemnością celebrować półtoragodzinne danie na które właśnie masz ochotę. Szczególnie gdy potrawa została dobrze przygotowana. Właśnie tak zrobiłem z "October Sky". Po roku "kurzenia" obejrzałem jeden z wcześniejszych filmów z Jakiem Gyllenghaalem.
Historia oparta na faktach, o jednym z cudownych dzieci, które pomimo wielu niesprzyjających okoliczności, poszły w wymarzonym przez siebie kierunku i osiągnęły sukces. Homer Hickman w dzieciństwie nie miał łatwego życia. Ojciec zapatrzony jedynie w swoją pracę, nie widział poza nią alternatywnej przyszłości, także dla swoich dzieci. Konflikt w relacji ojciec-syn był więc nieunikniony. Homer miał to szczęście, iż w robotniczej miejscowości, gdzie monopol na zatrudnianie miała kopalnia węgla, trafił na jedną osobę, która widziała w nim nieprzeciętny umysł. To właśnie dzięki swojej nauczycielce i swojemu uporowi udało mu się zajść do wymarzonego celu.
Kilka słów o stronie technicznej. Reżyserii podjął się Joe Johnston, ten sam który z marnego scenariusza zrobił doskonały Jurassic Park 3. Oczywiście "October Sky" to zupełnie inne kino. To dobry film obyczajowy, który umiejętnie podaje mit Ameryki (i ty możesz zostać milionerem). O muzyce i zdjęciach niewiele można powiedzieć. Są po prostu rzetelnie wykonane. Niczym wybitnym się nie wyróżniają, bo i film nie pretenduje do Wielkiego Kina. To właśnie ta skromność obrazu, powściągliwość w zdjęciach nadaje autentyczności fabuły. Po części jest to rezultat włożonego kunsztu Gyllenghaala, Laury Dern i Chrisa Coopera.
Dobry film. Dla marzycieli, pozycja obowiązkowa.

wtorek, 12 sierpnia 2008, zaginiony22

Polecane wpisy