Blog > Komentarze do wpisu
Monachium ****


Na fali celebracji ostatnich urodzin mogę stwierdzić, że moje otoczenie troszczy się o plany związane z najbliższymi wakacjami. Dlatego oprócz kilku książek na temat Izraela otrzymałem również "Monachium" Spielberga. Filmy tego reżysera można podzielić na dwie grupy: jedne to kino Sci-Fi i na tym polu twórca osiągnął duże sukcesy komercyjne. Druga grupa to filmy opowiadające o różnych wydarzeniach z niedalekiej ("Catch me if You can") lub odległej ("Amistad") przeszłości. Dwa filmy z jego dorobku dotykają martyrologii żydowskiej, czyli "Lista Schindlera", drugi "Monachium". Podchodziłem do tego drugiego obrazu z dużą rezerwą, ponieważ bałem się iż reżyser pokusi się o tendencyjne przedstawienie tematu. Teraz bez obaw mogę stwierdzić, iż trudno ten zarzut "Monachium" postawić. Film opowiada dalsze następstwa zamachu na reprezentację Izraela podczas letniej olimpiady 1972 roku. Główny bohater zostaje zwerbowany przez Mossad, który zleca zabójstwa wszystkich zamachowców z tego ataku. Cel częściowo zostaje wykonane, ale wykonawcy egzekucji z każdą kolejną akcją mają coraz więcej wątpliwości w sens prowadzonej akcji, wiarygodności zleceniodawców oraz ich intencji.
Spielberg nie raz już udowodnił, że tworzy dzieła wybitne ("Kolor purpury", "Raport mniejszości"). Historie opowiadane przez niego są wiarygodne (no, może z wyjątkiem filmów Sci-Fi), dobrze opowiedziane. Tym razem oprócz standardowego już zestawu: Kamiński-operator kamery, Williams-muzyka, reżyser dobrał całą kolekcję doborowych aktorów: Eric Bana, Daniel Craig, Mathieu Kassovitz (czekam na jego "Babylon A.D."), Geoffrey Rush, Valeria Tedeschi - taki zestaw mówi sam za siebie. Spielberg jest jednym z niewielu reżyserów, którzy mogą sobie pozwolić na wysokobudżetowe ale jednocześnie niezależne kino. Zazwyczaj to działa, ale rzadko udaje się uniknąć jednej rzeczy, która w jego filmach irytuje. Są to mianowicie ckliwe zakończenia, w których widz uczestniczy w zbiorowym lamencie nad bohaterami. Podobnie jest i tym razem, ale nie mam wątpliwości, że tym razem takie zakończenia ma swoje uzasadnienie. Bohaterem jego człowiek, który zostaje osadzony w rzeczywiustości, w której powierzone zadania przerastają możliwości człowieka, którego największą wartością jest rodzina. Zresztą motyw rodziny pojawia się w filmie kilkukrotnie pod różnymi znaczeniami. Ale więcej już widzowi zdradzać fabuły nie będę. Dobre, choć długie kino. Na pewno nie do znudzenia.
środa, 10 września 2008, zaginiony22

Polecane wpisy