Blog > Komentarze do wpisu
The Mexican ***

Zanim Gore Verbińskiemu powierzono kręcenie "Piratów z Karaibów", w 2001 roku nakręcił "The Mexican" infantylną komedyjkę na temat losów pewnego pistoletu, który to stale zmieniał właścicieli oraz granice(ę). Tak szybko jak film się skończył, tak szybko mój dobry humor się skończył, a to dlatego bo to typowe masowe kino rozrywkowe bez roszczeń do czegoś po za tym. Mechanizm działania tego typu kina opisałem przy okazji recenzji "The Edge". Dokładnie tą samą drogą poszli twórce "Meksykanina".
Jerry (Brad Pitt), oprócz problemów z utrzymaniem swojej dziewczyny, ma równiez problem z zadowoleniem swoich mocodawców, którzy to zlecają mu przewiezienie przez granicę pięknie wykonanego pistoletu (tytułowy "The Mexican"). Zadanie niełatwe, a więc i komplikacje są do przewidzenia. Tak też się dzieje. Nasz bohater przeżywa wiele perypetii, aby uratować swoją i Samanthy skórę. Brad Pitt nie zawiódł, zagrał na przyzwoitym poziomie, natomiast po Julii "Erin Brockovich" Roberts można było się spodziewać mniejszego dystansu do swojej roli. Być może zamysłem reżysera było ukazanie jej postaci jako naiwnej dziewczynki (po czterdziestce?). Dostajemy więc postać, którą trudno polubić, mimo jej empatycznego i bardzo liberalnego podejścia do życia. Jedyną postacią do której nie mam zastrzeżeń jest Leroy, zawodowy gangster z czułym sercem. Dobra rola niejakiego Shermana Augustusa, aktora bez znacznego dorobku filmowego.
Ponieważ to komedia warto wspomnieć o gagach. Mimo, iż nie ma tu momentów które powodują salwa śmiechu, to film oglądka się gładko, z uśmiechem na ustach. Ot, takie kino na sobotni, jesienny wieczór. Łatwo przyswajalne i łatwo/szybko strawne.


środa, 17 września 2008, zaginiony22

Polecane wpisy

Komentarze
2008/09/17 09:56:02
Dla mnie nie było strawne. Nie dotrwałem do końca seansu.
Co do "czterdziestoletniej naiwnej" są i starsze naiwne (ładny eufemizm :) jak dziecko.