Blog > Komentarze do wpisu
Uciekający pociąg ****
Andriej Konczalowsky, to jeden z tych reżyserów którego nazwisko jest zapalonym filmowcom znane, a jednocześnie żaden z jego obrazów nie odniósł wielkiego komercyjnego sukcesu - zarówno jego europejskie jak i amerykańskie produkcje. Do najbardziej znanych należy "Uciekający pociąg". Niedawno film ten był pokazywany w telewizji, a ponieważ nie jestem fanem oglądania co kwadrans reklam, obejrzałem go na DVD. Co zatem dostajemy? Wariację nt. jednego z filmów Akira Kurosawy, przerobioną na amerykańskie realia oczywiście zgodne z duchem lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku.
Główny bohater do przetrzymywany w więzieniu na Alasce Manny, uciekinier recydywista, jedyny który uciekł z tego miejsca dwukrotnie. Jego kolejna próba opuszczenia tego miejsca kończy się kolejnym sukcesem, na doczepkę dostaje silnego, ale nierozgarniętego Bucka. Panowie wskakują do pociągu i to nie bylejakiego bo zaprzęgniętego w cztery ogromne lokomotywy. Tło wydarzeń, staje się miejscem walki pomiędzy doświadczeniem i młodzieńczą siłą, ale również daje okazje nad refleksją nad życiem i dokonywanych przez nas wyborów.
Ciekawy film. Jego atrakcyjność wynika z dwóch kwestii. Po pierwsze akcja została pokazana z mało amerykańskim sznytem. Nie ma tu szalonego pościgu, efektownych scen walki, a jednocześnie są momenty trzymające widza w napięciu. Pomimo pędzącego miejsca wydarzeń, sceny przekładają się w sensowną, spójną całość którą ogląda się przez dwie godziny z prawdziwą przyjemnością (a były to jak najbardziej dojrzałe lata osiemdziesiąte, gdzie większość filmów sensacyjnych pokazywały krwawe jatki - patrz np. Chuck Norris). Na uwage zasługuje również dobra gra Jona Voigt, a przede wszystkim Erica Roberta który w zawodach na niedocenionego aktora mógłby zająć jedno z pierwszych miejsc. W "Uciekającym Pociągu" zagrał jedną z najciekawszych ról (z tych, które widziałem).
Dobre kino, mimo upływu lat nie zestarzało się.

poniedziałek, 08 września 2008, zaginiony22

Polecane wpisy

Komentarze
2008/09/10 15:06:05
Heh, bardziej kojarzę go jako reżysera "Homera i Ediego". Film niedawno odświeżyłem sobie dzięki telewizji. Brakuje w nim dzisiejszych gadżetów techniki i pewnych mód, poza tym dalej trzyma klasę.