Blog > Komentarze do wpisu
Edge of Seventeen ***1/2

W zeszły czwartek wybrałem się do siedziby Fundacji Równości, które zorganizowało projekcję filmu "Edge of Seventeen". Recenzję filmu podaję poniżej, ale zanim ją przeczytacie podzielę się wrażeniami z pewnego ważnego akcentu.
Organizatorzy zaprosili Tomasza Raczka, człowieka instytucję, recenzenta, byłego redaktora naczelnego miesięcznika "Playboy", właściciela oficyny "Latarnik" i niestety bohatera nagonki "Naszego Dziennika". Dość nieudanej zresztą. Jako czytelnik Pudelków i innych plotkarskich portali, ze wstydem przyznaję że wybrałem się na miejsce właśnie ze względu na okoliczności zeszłego tygodnia. Pan Raczek zresztą wspomniał o tej sytuacji, jak zawsze spokojnie z opanowaniem, ale i z dozą humoru.
Spotkanie zaczęto od prelekcji na temat filmu. Potem rozpoczął się seans.
"Edge of Seventeen" to tzw. komedia z przesłaniem. Zabawna, ale opowiadająca o poważnych problemach. Mamy lata osiemdziesiąte. Czas kiczu, tandety, wytapirowanych włosów (u dziewczyn) oraz koszul wciągniętych w obcisłe spodnie (chłopaki). W radio lecą hity Eurythmics i Madonny. Siedemnastoletni Eric postanawia wraz z sympatią (Maggie) podjąć wakacyjną pracę. Na miejscu okaże się, że oprócz doświadczeń związanych z pracą, poznają też smak namiętności. Niestety nie w takiej formie jakiej by oczekiwała Maggie oraz mama Erica. Nasz bohater po namiętnej nocy z kolegą z pracy, zaczyna się definiować na nowo. Odbywa się to w typowy dla siedemnastolatków sposób. Będzie więc i zabawnie, i poważnie.
I taki jest właśnie ten film. Z jednej strony śmieszy, z drugiej nie stawiając dużego nacisku na morał, opowiada o sprawach ważnych.
Odkrywanie siebie nie jest sprawą łatwą. Będąc wychowanym według reguł, które nakładają schemat życia, Eric szamocze się pomiędzy swoją naturą, a rygorami otoczenia. Prowadzi to do wielu problemów, do momentu gdy nasza postać dojdzie do wniosku, że sposobem na oczyszczenie sytuacji, będzie szczerość wobec najbliższych.
Niezły film. Zrobiony za małe pieniądze, bez fajerwerków, za to z odpowiednim wyczuciem tematu. Dosyć łatwo tworząc filmy na trudne zagadnienia, potraktować je infantylnie lub przesadzić z patosem i tragizmem. W efekcie intencje reżysera mogą się rozminąć z odczuciami widza. W przypadku "Edge of Seventeen" jest na szczęście poprawnie. Jedyne odczucia związane z kiczem, miałem jedynie ze względu na zawarte w filmie utwory z lat osiemdziesiątych. Oglądając "Na ostrzu siedemnastki" przypomniałem sobie enerdowski "Coming Out". Oba filmy poruszają się w tym samym czasie, choć co należy podkreślić, w różnych rzeczywistościach. O ile ten drugi postawił na tragizm sytuacji w której znalazł się główny bohater, o tyle omawiany film opowiedział nam historię w sposób rzeczywisty, autentyczny. Z dystansem. Czyli właśnie w taki sposób jaki preferuję.
Do obejrzenia na jesienny wieczór. Dla cierpiących na homofobię - stanowczo odradzam.
niedziela, 30 listopada 2008, zaginiony22

Polecane wpisy

Komentarze
2008/12/03 00:09:21
Zawsze ceniłam Raczka, ostatnio zaczytuję się w książkach Żurawieckiego. Będę miała film na oku, dzięki, że o nim napisałeś.