Blog > Komentarze do wpisu
Nie oglądaj się teraz ***

Nie wiem jak sobie radzicie z białym puchem za oknem, ale ja radzę sobie doskonale. Kurtka kupiona zaraz po sylwestrze, sprawdza się doskonale. A więc planowany za chwilę wypad powinien upłynąć w termicznie akceptowalnej atmosferze.
Ostatnie wieczory upływają w dylematach z kim spędzić wieczór: Z Allenem czy Fassbinderem. Wspominałem o giftach w poprzedniej notce, i faktycznie zagłębiam się w tych płytkach. Niestety, góry obejrzanych filmów przybywa niż recenzji. Dlatego dziś opowiem, o jednej z istotniejszych zaległości.
Graham Masterton zapytany przez dziennikarza "Filmu" o najbardziej przerażającej scenie w historii filmu opowiedział o finale "Don't look now". Co prawda ostatnie powieści Mastertona czytałem jakieś piętnaście lat temu i nigdy fanem jego literatury nie byłem, pomimo tego postanowiłem obejrzeć cały film.
Zaprezentowana w roku 1973 historia obejmuje próby dojścia do siebie młodego małżeństwa po rodzinnej tragedii. Podczas emocjonalnej rekonwalescencji w Wenecji, Laura napotyka na dwie starsze panie, z których jedna z nich twierdzi, że ma kontakt ze zmarłą córką głównej bohaterki. Pani Baxter wierząc w to, usiłuje dowiedzieć się więcej o życiu pozagrobowym tragicznie zmarłego dziecka. Euforii nie podziela John - jej mąż, który sądząc, iż żona popada w szaleństwo, usiłuje ją chronić przez wpływem poznanych kobiet. Sam jednak, zatracając się w pracy, szuka spokoju ducha. Jednak i on, zacznie mieć wątpliwości, gdy w jego otoczeniu zaczną dziać się dziwne rzeczy.
Oglądając późniejszy w kolejności film Nicolasa Roega, reżysera "Człowiek który spadł na ziemię" nie dziwi mnie sposób opowiedzenia fabuły w "Nie oglądaj się teraz". Oszczędna fabuła, minimum środków wyrazu, dosłownie trzy mocniejsze momenty, muzyka z motywem przewodnim. Z drugiej jednak strony wyczuwalna jest aura grozy. W tym czasie w podobny sposób tworzyło filmy wielu twórców, m.in William Friedkin ("Egzorcysta"), ale i Roman Polański ("Dziecko Rosemary"). Jest jednak jednak różnica, która stanowi ten film wyjątkowym. Związek pomiędzy sceną końcową, a całą resztą fabuły jest dość luźny. Jest faktycznie nieoczekiwany, choć kwestią dyskusji będzie czy w dzisiejszych czasach bardzo przeraża.
Ząb czasu mocno dotknął ten obraz, ale i tak warto go obejrzeć choćby ze względu na młodą Julie Christie oraz Donalda Sutherlanda.

środa, 07 stycznia 2009, zaginiony22

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: i.d., *.centertel.pl
2009/04/01 17:07:58
".... twierdzi, że ma kontakt ze zmarłym synem głównej bohaterki...." To nie syn a córka, Christine, utonęła w stawie koło domu.
-
2009/04/01 19:41:06
Powinienem ufundować jakąś nagrodę za spostrzegawczość :) Już poprawiam, i dziękuję za informację.