Blog > Komentarze do wpisu
Ostatni cesarz *****

Kino epickie skończyło się wraz z "Titanic"iem Camerona. Jego film, powimo wielu zalet, pokazał że na ekranie można już dokonać wszystkiego. Było to o tyle łatwiejsze, bo w tym czasie komputery były w stanie wyczarować dowolny efekt specjalny (oczywiście, stałe pytanie - za ile?).
Cofnijmy się więc około pietnaście lat w stecz. W 1987r. Bernardo Bertolucci wyreżyserował "Ostatniego Cesarza". Opowiedział w nim historię Pu Yi, Cesarza Chińskiego, który został namaszczony (mając trzy lata) przez żonę swojego poprzednika, a który umarł jako ogrodnik w Chińskiej Republice Ludowej. Pu Yi swoje dzieciństwo spędził w Zakazanym Mieście, wielkim dworze, w którym mogło ziścić się każde jego marzenie z wyjątkiem możliwości opuszczenia tego miejsca. Został doskonale wyedukowany, ale nie mając doświadczenia życiowego łatwo stał się marionetką w rękach japończyków by zostać oskarżonym o zdradę stanu w komunistycznych Chinach. Upodlony jako więzień, wyeliminowany, wytarty symbol Cesarstwa Chińskiego zmarł w biedzie.
Oglądając ten film zastanawiałem się nad tym jak tworzy się magię obrazu. Bertolucciemu to się udało. Stworzył dzieło autentyczne, z naciskiem na tragizm głównego bohatera. Zasługa to aktorów (Peter O'Toole, Joan Chen), zdjęć (Vittorio Storaro), muzyki (David Byrne). Tym razem nie będę rozwijać strony technicznej filmu. O klasykach trudno dyskutować.
Na dziewięć nominacji do Oskarów 1987, film uzyskał ...dziewięć statuetek.
Dzieło, absolutny klasyk kina - kto jeszcze nie widział, dużo stracił.
piątek, 30 stycznia 2009, zaginiony22

Polecane wpisy