Blog > Komentarze do wpisu
Pozytywny "Lektor" (The Reader) ***1/2
Ostatnie omówienia Oscarowych filmów.Na początek recenzja "The Reader", potem jeszcze biegiem do kina na  "Doubt", i w zasadzie będę zamykać ten maraton. Jak co roku nie oglądałem samej ceremonii. Wyniki, choć miejscami różne od moich typów, specjalnie mnie nie zaskoczyły. No, może po za "Walcem z Baszirem". Ale o tym w innej recenzji.
Zbliża się siedemdziesiąta rocznica wybuchu II wojny światowej. W kinie również to widać. Dopiero co na naszych ekranach była "Walkiria", a już za chwilę wchodzi "The Reader".
Stephen Daldry, to twórca głośnego "Billiego Elliota", i jeszcze głośniejszych "Godzin". I choć to ten drugi jest bardziej popularny, dla mnie faworytem jest właśnie "...Elliot".
"Lektor" Daldry'ego zaczyna się od dosyć nietypowego romansu. Brzmi banalnie? Owszem, ale nie w tej scenerii, bo ta została podrasowana. Berlin, rok 1958. Michael to piętnastolatek, który odchorowując szkarlatynę, postanawia odwdzięczyć się konduktorce biletów, która pomogła mu przetrwać powrót do domu po ataku tej choroby. Hanna to cicha, zamknięta w sobie, intryguje swoją stanowczością i bezpośrednim sposobem bycia.
Po krótkim romansie, następuje rozstanie. Po ośmiu latach, ich losy ponownie się skrzyżują....na sali sądowej. Hanna zostaje osądzona za masakrę na ludności cywilnej, dostaje dożywocie. Od tej pory Michael, postanawia wspomóc w noszeniu ciężaru pokuty za grzechy z przeszłości.
Nietypowość tego obrazu polega na odwróceniu ról. Widz siedząc w fotelu, dostaje wiele sygnałów aby uwierzył, iż popełnione podczas wojny zbrodnie, nie są wynikiem wyrachowania jednostki, a jedynie uczestnictwa w trybikach zbrodniczej machiny. Ja tego nie kupuję, bo zamordowanie 300 (jak w filmie) osób nawet jako bierny uczestnik, zasługuje na osądzenie. W tym miejscu, pomimo bycia zwolennikiem relatywistycznego podejścia do życia, odczuwam że granica w filmie została przekroczona. Nie współczułem Hannie, i choć wierzyłem w jej skruchę, to uważam, iż dostała zasłużoną karę. Zmiana dotychczasowego podejścia do opowiadania o II wojnie światowej, próby wybielania historii jest swoistym kłamstwem, w które być może Daldry uwierzył, ale trudno mu będzie przekonać widzów. Szczególnie w tej części świata.
Trochę o aktorach. Kate Winslet już nie jest tą samą dziewczyną, biegającą za Di Caprio po Tytaniku. Od tego czasu zaliczyła kilka dobrych ról (mój faworyt, to "Święty Dym" Jane Campion). Zgarbiona, przyciszona, z surowym spojrzeniem, stworzyła interesującą kreację.

Partneruje jej na ekranie najpierw David Kross, a potem Ralph Fiennes (obaj w tej samej roli). Kross, to dziewiętnastolatek, który jak na swój wiek, w swojej roli poszedł po tzw. bandzie. Mówię tu o dosyć odważnych scenach erotycznych (czyżby nieudany skandal?nikt tego jak dotychczas filmowi nie wypomniał. Przypominam, bohater ma 15lat!). Co więcej, wieść gminna niesie, podobno do tej roli Kross nauczył się....angielskiego. Gratulacje. Na pewno przyda się w przyszłej karierze. Fiennes natomiast zagrał oszczędnie, bez fajerwerków.
Taki Ralph, z okolic "Wiernego Ogrodnika" pasuje mi najbardziej. Dobra, rzetelna rola.
"The Reader" można odbierać w warstwie emocjonalnej. Owszem, ale ci co przeżyli holocaust sprzeciwią się zaprezentowanego motywu odkupieniu win, przez Niemców. Stoję po stronie ofiar, nie katów.
wtorek, 24 lutego 2009, zaginiony22

Polecane wpisy

Komentarze
paper-lanterns
2009/02/24 14:00:34
Jak zaczynałam ogladac to się bałam, że film będzie bazowal na romansie chłopca z kobietą jednak na szczęście potem odeszli od tego bo inaczej wyszlaby z tego "Lolita" z zamianą ról a i takż tamta historia balansuje na granicy niesmaku. Jednak podsumowujac "Lektor" bardzo dobry.
pozdrawiam ;)
-
2009/03/22 12:39:42
Muszę przyznać, że kiedy oglądałam film to uderzyło mnie właśnie to, jak bardzo Hanna była właśnie trybikiem tej zbrodniczej machiny. Nie znajduję w niej ani trochę wyrachowania. Ona po prostu ślepo wypełniała rozkazy nie zastanawiając się nad moralną stroną swego postępowania wobec więźniarek. Była całkowicie skupiona na praktycznej stronie swych zadań. Do tego stopnia, że w czasie procesu nie potrafiła nawet zrozumieć, co innego mogła zrobić, aby przygotować miejsce dla nowych kobiet. Absolutnie nie twierdzę, że to ją usprawiedliwia, nie twierdzę, że nie zasłużyła na karę, absolutnie jej nie wybielam. Chciałam raczej podkreślić jak ja odebrałam tą postać.
I generalnie, całościowo nie potrafiłabym powiedzieć, że takie a nie inne przedstawienie historii przez reżysera filmu miało na celu tą historię wybielić. Raczej odebrałam to jako historię konkretnej kobiety i tego jak analfabetyzm wpłynął na kształt jej życia, jej postrzegania, jej sposobu myślenia. Jak zubożył jej życie wewnętrzne.
-
2009/03/22 20:32:17
Bardzo mi się podoba twoja interpretacja odczuć Hanny. Problem z interpretacją filmu nie bierze się z intencji reżysera, bo ten zapewne chciał po prostu opowiedzieć tę historię. Sęk w tym, że trudno jest zapomnieć o Holocauście, dlatego obraz Daldry'ego był skazany na taką interpretację jak (nie tylko) moja. Co nie oznacza, że nie masz racji. Po prostu patrzymy na ten film przez różne pryzmaty.