Blog > Komentarze do wpisu
Slumdog-Milioner z Ulicy ****
Oscarowej gorączki ciąg dalszy.
Dopiero co pisałem o talencie Rona Howarda do realizacji różnych gatunków filmowych, a warto wspomnieć iż Danny Boyle, reżyser "Slumdoga" również zabierał się za zupełnie różne od siebie produkcje. Co prawda z różnych skutkiem, bo mocny "Trainspotting" okazał się sukcesem, ale już kolejna "Niebiańska plaża" poniosła niebiańską klapę. O ile "28 dni później" o zombies w Londynie dotarł do fanów horrorów, o tyle "W stronę słońca" nie spodobał się nawet wiernym fanom sci-fi. Najnowszy film, jest mieszanką kina z Bollywood, dramatu, romansu i thrillera. Przede wszystkim jest filmem o przeznaczeniu.
Opowiada historię o biednym, niewykształconym chłopaku, który trafiając do teleturnieju "Milionerzy" dotarł do samego finału i ...go wygrał. Postać Jamala jest podobno autentyczna (czy jest?), ale cała fabuła jest już wariacją na temat jego nieprawdopodobnych losów. Chłopak cudem unika nędznej przyszłości, przemieszczając się po Indiach, w poszukiwaniu utraconej miłosci. Aby odszukać ukochaną decyduje się finalnie wystąpić w telewizji. Niczym w Bollywoodzkich opowieściach, historia dąży do szczęśliwego zakończenia, ale droga do szczęścia na pewno będzie wyboista.
Boyle opowiedział nam historię, która spodoba się praktycznie wszystkim. Główny bohater jest przykładem "od zera do milionera", i to w zupełnie przypadkowy sposób. Reżyser nie bawi się jednak w tani sentymentalizm, nie składa Jamalowi hołdu. Na jego przykładzie udowadnia, iż przeznaczenie dyktuje naszymi losami. Ja w to nie wierzę, bo pomimo katolickiego rodowodu, wyznaję protestanckie podejście do życia, iż mamy wpływ na budowanie szczęścia. Oglądając film Boyle'a rozumiem przedstawioną logikę, tym bardziej że mit przeznaczenia, pojawia się również w naszej kulturze dosyć często (horoskopy, astrologia itd). Można by się zastanawiać, czy opowieść anglika o Indiach spodoba się również tam. Wydaje mi się, że tak. Filmowi towarzyszy taneczna muzyka, wątek miłosny jest mocno rozbudowany, a samo zakończenie to już 100% Bollywood. W całej historii jednak jest mało tandety, sporo prawdopodobieństwa wydarzeń, postacie zostały zagrane autentycznie przez nieznanych aktorów.
Właśnie o nich chciałbym napisać jedno zdanie. Boyle wybrał doskonałych odtwórców głównych ról. Zarówno Dev Patel, jak i Freida Pinto mają dużo wdzięku, ale pomimo braku warsztatu w pełnometrażówkach, reżyser wydobył z nich pełną gamę emocji. Bardzo dobre role, i choć zapotrzebowania na hindusów w kinie zachodnim jest małe, mam nadzieję jeszcze zobaczyć w którejś z produkcji.
Ciepły, pogodny film na odstresowanie.
piątek, 13 lutego 2009, zaginiony22

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Agniecha, 193.151.50.*
2009/02/16 16:28:41
mam zamiar obejrzeć, zresztą tak jak pozostałe oscarowe filmy.
pozdrawiam ;**
-
milczacy_krytyk
2009/03/02 20:49:20
Mi się nie spodobała....
-
2009/04/03 14:44:27
bardzo mi sie spodobala zarowno historia jak i pomysl na nakrecenie tego flmu tropem teleturniejowej przepytywanki.
w pelni zasluzone oscary!