Blog > Komentarze do wpisu
Quantum of Solace ***1/2

W tym tygodniu recenzję będą trochę krótsze. Niestety brak czasu mocno ogranicza możliwości przelewania emocji wprost na ekran. A zaległości w stosunku do obejrzanych a nie opisanych filmów niestety jest coraz więcej.
Najnowszy Bond niczym ten z Georgem Lazenbym mocno odbiega od kanonu. I niestety podobnie jak "W służbie jej królewskiej mości" zabiegi zmodernizowania postaci, czy jak kto woli pokazania jej w nowym świetle, nie wyszły filmowi na dobre.
James nie odpuszcza swojemu wrogowi z "Casino Royale". Postanawia zemścić się za śmierć ukochanej Vesper. W związku z tym przejeżdża trzy czwarte świata po to, aby dopiąć swego. Przy okazji rozwala piękne Aston Martin, kilku kolesi, samolot oraz nowoczesny hotel (na pustyni). I czy poczuje się z tym lepiej? Zaskakujące, ale odpowiedź znajduje się w filmie (w natłoku akcji, przecież ta kwestia mogła wyparować).
Nowy Bond, zdradza swoje uczucia pomimo wielkiego marsa na twarzy. Jest bezwzględny ale przy tym pamiętliwy. W sumie to nie byłby żaden zarzut, tyle że "Quantum of Solace" nie bardzo mieści się w ramach całego cyklu. Gdzie się podział ten "charme"? Gdzie ten uwodzicielsko ironizujący James? Daniel Craig u Campbella dodał nowej jakości bez zmian w charakterze postaci. Forster natomiast postanowił dodać więcej głębi bohaterowi. Przy tym zapomniał o fabule, bo ta jest mało interesująca. I choć samej akcji jest tu bardzo dużo, a napięcie praktycznie nie spada, to po projekcji ma się poczucie, że to chyba niezupełnie tak samo. Bo właśnie tego samego co zwykle oczekują wielbiciele cyklu.
Utarty schemat postaci jest jednym ze skarbów serii. Po śmierci Q, wyeliminowanie tej postaci z cyklu można było zrozumieć. Dalsza ingerencja zaczyna zbyt być sporą rewolucją. No, chyba że producenci pozazdrościli wynikom finansowym innych filmów z tego gatunku.
I tego właśnie się obawiam.
poniedziałek, 30 marca 2009, zaginiony22

Polecane wpisy