Blog > Komentarze do wpisu
Human Traffic Remixed ****


Kolejna laurka o kolejnej subkulturze.
"Human Traffic" jest dla fanów techno tym, czym "Hair" dla hippisów. W obu przypadkach reżyserzy spóźnili się jednak kilka lat ze swoimi filmami. W przypadku filmu Kerrigana, mówimy o jakichś czterech latach, ponieważ szczyt popularności imprez rave przypada na jakiś koniec lat dziewięćdziesiątych (film jest w roku 2001).
Wracając do samego filmu. Piątkowy wieczór, grupka pięciorga dwudziestolatków spotyka się jak co weekend na imprezie. Na codzień wszyscy pracują przy fast-foodach, jako sprzedawcy oraz w innych miejscach, gdzie liczą się młode ręce i dużo energii. Nasza piątka, trzyma jednak zasoby na weekendowe balety, podczas których clubbing, jointy oraz towarzystwo kolegów do podstawowe narzędzia dobrej zabawy. Przez kolejne sceny reżyser opowiada nam jeden z takich wieczorów, aż do samego poranka, który dla "normalnych" ludzi jest porą wstawania.
Kerrigan w dynamiczny ale zarazem prosty sposób opowiedział o clubbingu, w którym jeśli ktoś wątpi, jest miejsce na uczucia, przyjaźń oraz rozmowy o przyszłości. To właściwy zabieg, bo sam będąc kiedyś mocno wkręcony w te towarzystwo, spędziłem wiele chwil. A więc mogę potwierdzić prawdopodobieństwo opowiedzianej historii. Być może właśnie dlatego trudno mi być obiektywnym dla tego filmu. Nie fałszuje on jednak rzeczywistości, zresztą nie ma co fałszować, bo technomaniacy w latach dziewięćdziesiątych byli barwną subkulturą. Niestety, w okresie w którym powstawał "HT", imprezy mocno się skomercjalizowały, dzięki dążeniom wytwórni muzycznych do kreowania DJów na gwiazdy. Przysłużyli się również sponsorzy, którzy wyczuli swój target w tej grupie ludzi. W efekcie clubbing stał się zwyczajnie nudny. I zapewne dlatego nie powstanie druga część tego filmu.
Warto jeszcze dodać o aktorach, którzy zagrali na tyle naturalnie, że jestem w stanie uwierzyć, iż sami w czasie kręcenia "HT" nieźle się bawili. Dla tych co lubią sławne nazwiska, w jednej ze scen gra (jako aktor, nie DJ) sam Carl Cox - guru techno. Soundtrack do filmu jest już klasykiem. Zawiera on praktycznie same floorkillery.
Dobry film, i co ważne, nie tylko dla zainteresowanych tematem.
poniedziałek, 11 maja 2009, zaginiony22

Polecane wpisy