Blog > Komentarze do wpisu
Dzienniki motocyklowe ****

Weekend zakończony. Zamiast pisać, przez cały weekend wkręciłem się w odsłuchiwanie muzyki. Ale nie o tym będzie. Jak zwykle na niefilmowym o filmie:)
"Dzienniki motocyklowe" to opowieść o dwójce młodych inteligentów, którzy chcąc zweryfikować przekonanie o tym, iż Ameryka Południowa jest sztucznie podzielona, wyruszają w podróż motocyklem dookoła tego kontynentu. Przemierzają kilkanaście tysięcy kilometrów niespecjalnie walcząc z czasem, poznając jednak ludzi dobrych, złych, uczciwych, biednych, bogatych. I choć finalnie dojadą do zaplanowanej mety z kilkumiesięcznym opóźnieniem, poznają lepiej siebie i zrozumieją jak powinno wyglądać ich życie. Jednym z bohaterów opowieści jest Ernesto Che Guevara.
W tym miejscu warto jednak zaznaczyć, że historię tę nie ogląda się przez pryzmat słynnego rewolucjonisty. Film ma dobry klimat. Oczywiście to Ameryka Południowa - kontynent dla mnie mało znany, dlatego zapewne moje oczy ciągle były skupione na pięknych widokach jakie rozpościerały się po ekranie. Realia lat pięćdziesiątych są dobrze odtworzone. Fakt, niewiele akcji dzieje się w mieście, więc twórcy mieli uproszczone zadanie.
Gael "Złe wychowanie" Garcia Bernal już się załapał do Hollywood, "Dzienniki motocyklowe" były dla niego łącznikiem z fabryką snów.
Być może to naiwne z mojej strony, ogladając ten film zacząłem się zastanawiać nad sposobem wyboru naszego sposobu życia. Mogę podziękować reżyserowi za to, choć z drugiej strony ilu z nas i tak klepie biedę - raz, że finansową, gorzej - gdy intelektualną. W przypadku losów Che, czy powinniśmy odrzucić późniejsze losy tej postaci? Biję się w piersi, bo to czego nie mogłem akceptować w "Tańcu z Baszirem" (to żołnierze są winni swoich czynów, nie tylko ich przełożeni), przyjmuję w "Dziennikach motocyklowych".
I dlatego z nieczystym sumieniem daję 4*
poniedziałek, 27 lipca 2009, zaginiony22

Polecane wpisy

Komentarze
latajacy_talerz
2009/07/29 13:20:26
Nie lubię biograficznych, ani kwazibiograficznych i na film zostałem wypchnięty.
Trudno mi się jakoś określić, przypadł mi do gustu - po prostu.