Blog > Komentarze do wpisu
Życie jest piękne *****
 
Masochizmu kinem ciąg dalszy. Są takie filmy, które na mojej półce kurzą się przez lata zanim dojdę do wniosku, że czas je obejrzeć. Bierze się to m.in. stąd, że nie bardzo wiem czego spodziewać się po danym obrazie. W przypadku "Życie jest piękne" zasada ta w stu procentach się sprawdza.
Dramat z elementami komediowymi. Tak chyba najlepiej określić ten film. Niby zabawny, ale ładunek emocjonalny jest tak silny, iż trudno obok niego przejść niewzruszonym. Roberto Benigni opowiedział nam historię o losach Guido, radosnego kelnera, który żyjąc w czasach holocaustu odtrąca otaczającą go rzeczywistość żartując sobie ze wszystkiego i ze wszystkich. Swoim sposobem bycia i optymizmem zaraża piękną Włoszkę - Dorę, która w krótkim czasie praktycznie spod ołtarza decyduje się właśnie wyjść za mąż właśnie za naszego bohatera. Niedługo rodzi im się syn. Słodkie życie jednak kończy się tak szybko jak zaczynają się prześladowania Żydów. Guido wraz z synem zostają wysłani do obozu pracy, zaraz potem dołącza do nich Dora, która decyduje się iść za swoją rodziną. W miejscu zagłady mały Giosue rozpoczyna z ojcem zabawę w dobrych i złych, w którym główną nagrodą jest ...czołg. Mały jednak nie zdaje sobie sprawy, że wymyślona gra jest jedynie kolejną zasłoną mającą uchronić dziecięcą beztroskość, bezinteresowaną radość z bycia ze swoimi bliskimi.
Nie lubię Benigniego. Nie lubię jego twarzy, sposobu bycia, jego image'u głupiego komika. Jestem jednak zaskoczony filmem, który nakręcił. Obraz dosłownie położył mnie swoją przewrotnością. "Życie jest piękne" jest dojrzałą opowieścią, swoistym memento o tym, co jest cenne w życiu. Jest ołtarzem na cześć humanizmu, ku przestrodze, ale i zrozumieniu. Jest katharsis, które daje oczyszczenie przynajmniej na krótką chwilę.  Przypadkiem jest, że film ten obejrzałem w tym samym czasie co "Grbavicę". Warto wykonać taki zabieg, bo oba filmy sprowadzają się do tego samego, choć różnymi drogami. O  życie trzeba dbać, o szczęśliwe życie trzeba walczyć. Chwytać je, zgodnie z oświeceniowym "Carpe Diem", bo nigdy nie wiemy czy szczęście to nie zostanie któregoś dnia przerwane. Tak mało i zarazem tak wiele.
Nie omawiam tym razem części technicznej. W tym przypadku nie ma to aż takiego znaczenia.
sobota, 05 września 2009, zaginiony22

Polecane wpisy

Komentarze
rodion19
2009/09/10 12:36:19
A ja tam Benigniego lubię. Wprawdzie zbyt wielu filmów nie miałem okazji z nim zobaczyć, ale chociażby tu dwoił się i troił i nie sposób było pozostać niewzruszonym. Wielkim plusem jest zakończenie, w życiu nie spodziewałbym, że to się tak zakończy.