Blog > Komentarze do wpisu
Lęk pierwotny (Primal Fear) ***1/2

Powróciłem do "Lęku pierwotnego". Widziałem kiedyś ten film, jeszcze za czasów gdy Edward Norton dopiero rozpoczynał swoją karierę. To były czasy wypożyczalni video (pamięta ktoś jeszcze nośnik VHS?), gdy chodziło się po filmy aby później je celebrować na swoim czternastocalowym (w moim przypadku) telewizorze. Czas poszedł naprzód, dlatego powróciłem do tego filmu sprzed lat.
Martin Vail jest znanym w swojej branży adwokatem. Nieomalże celebrytą, zaszczycającym swoją obecnością najlepsze spotkania śmietanki Chicago. W mieście staje się głośno o brutalnym morderstwie biskupa tego miasta. Oskarżonym jest ministrant, który pomimo obciążających go dowodów nie przyznaje się do winy. Martin, który wyznaje zasadę, iż do czasu skazania dommniemuje się niewinność oskarżonego, podejmuje się za darmo obrony Aarona. Adwokat rozpoczyna więc walkę o chłopaka, poruszając się pomiędzy oskarżycielem - swoją byłą a sędziną, walcząc o przychylność ławy przysięgłych.
Lubię ten film. Jego mocną stroną jest aktorstwo - przede wszystkim doskonały Edward Norton, który w jednej ze scen ujawnia schizofrenię. Dalsze sceny to bohater o dwóch twarzach, z czego w ostatniej scenie okaże się, która jest prawdziwa. Alfre Woodard, ma w sobie bardzo dużo wdzięku, co nie oznacza że nie ma talentu aktorskiego. W "Lęku pierwotnym" nie miała potencjału na rozkręcenie swoich umiejętności ale i tak miło się ją oglądało w tym filmie. Richard Gere miał na swoim koncie lepsze role ("Diagnoza zbrodni", "Fatalna namiętność"), choć to aktor który nie zalicza słabych ról.
Gregory Hoblit, podpadł mi za kretyńską "Częstotliwość". I pomimo, iż na "Lęk pierwotny" nie patrzę przez pryzmat innych obrazów reżysera, to dopatruję się słabości tego filmu. Zupełny zwrot akcji w ostatniej scenie bez wątpienia zaskakuje. Widz zostaje absolutnie zbity z tropu. Sceny z Nortonem podczas przesłuchania, również robią wrażenie. Całość natomiast robi wrażenie dramatu zrobionego na potrzeby HBO. Pewnie taki był zamysł, zrobić kino bez fajerwerków, ale rzetelnie. Dlatego ten film doskonale oglądało się kilkanaście lat temu. Teraz już nie robi takiego wrażenia. To dobry materiał na remake, słaby na kino ponadczasowe.

wtorek, 20 października 2009, zaginiony22

Polecane wpisy

Komentarze
countersv
2009/10/20 12:33:38
Tym razem masz błąd w angielskim tytule w... tytule notki :)

A film bardzo mi się podobał. Rzeczywiście Edward Norton rządzi. Ale z tym, że Gere nie zalicza słabych ról, to nie mogę się zgodzić. Choć może to nie tyle jego role są słabe, co po prostu słabe są niektóre z jego filmów.