Blog > Komentarze do wpisu
O-Bi, o-ba: Koniec cywilizacji ****1/2

Piotr Szulkin zyskał moje uznanie dokonaniem niemożliwego. Mianowicie, zrealizował film Sci-Fi. W komunistycznej Polsce! W dodatku wykreował dobry twór pod względem fabularnym. Trudno mi sobie wyobrazić jakie problemy miał reżyser przy realizacji takiego gatunku, niemniej jednak rezultat naprawdę zasługuje na docenienie. Zatem opowiem o "O-Bi, o-ba: Koniec cywilizacji".
Ziemia po wojnie nuklearnej. Ci, którzy przeżyli schronili się pod gigantyczną kopułą, która może zagwarantować bezpieczeństwo tylko przez rok. Apokalipsę przeżył też jeden z inżynierów, ale nie jest on zainteresowany ratowaniem marnej egzystencji tysiąca mieszkańców, przed nieuchronną śmiercią. Aby przekonać Inżyniera (Jan Nowicki), zostaje wezwany specjalista od manipulacji - Soft (Jerzy Stuhr). Ten natomiast, wierząc iż istnieje możliwość wyzwolenia się z tego miejsca, rozpoczyna poszukiwania wyjścia z sytuacji równorzędnie naiwnie wierząc, iż pewnego dnia po ocalałych przyjedzie "Arka".
Siłą tego filmu, jest zestawienie obok siebie wiary oraz jej braku. To doskonałe pytanie - wierzyć, czy nie pozbawiać się złudzeń. Szulkin stanowczo opowiada się po tej drugiej stronie. Ateizm, mimo iż nie daje odpowiedzi, nie pozbawia też złudzeń, w stosunku do tego co nieuchronne. Ta pesymistyczna wizja, ma w sobie duży potencjał… wiary. Nie jest łatwo stanąć po tej stronie, wymaga to wiedzy i specyficznego doświadczenia. I tak jak wspmniany niedawno Tarkowski w swoim "Solaris" prowokował do tej samej kwestii, ale pod innym kątem, tj. gdzie są nasze granice poznania, i czy po powinniśmy po prostu uwierzyć w niewytłumaczalne, tak Szulkin mówi wprost - masz wiedzę, więc nie masz racjonalnych dowodów na istnienie poza tym co tu, i teraz.
"O-Bi, o-ba: Koniec cywilizacji" ma również jedną zaletę. To klaser polskich gwiazd lat osiemdziesiątych: Stuhr, Niemczyk, Janda, Nowicki, Bista, Zającówna, Walczewski, Ferency, Jędrusik. Również po stronie realizatorskiej należy wspomnieć dwóch Panów za kamerą: Witolda i Piotra Sobocińskich. Warto jest sobie ten film po latach odkurzyć. Mimo upływu czasu, obraz wcale się nie zestarzał. Same pytania o których pisałem, w dalszym ciągu pozostają nierozstrzygnięte. I niech tak zostanie.
czwartek, 29 października 2009, zaginiony22

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: CeCeron, 194.117.241.*
2010/02/19 03:07:46
przed grzybem co spalił osiedla i lasy
pod tarczę z betonu zawiodłem ja swoich
ja w roli mesjasza w zielonym habicie
gdy oni walczyli o życie

kłamstwa jak gołąb kolejnej arki
co płynie już leci przez próżnię nadętą
sprawiły że wielu schwytało się w sieci
w szalone święto
dorosłe dzieci
na żywot zgodziły się kreci

przed grzybem co zmroził równiny i serca
płaszcz ołowiany niewiele mógł schronić
gdy jedni spędzali na szachach czas wolny
tak inni pragnęli wciąż wojny

za resztki płacone wyśnioną walutą
piękna ma Gea dziwką została
każdy w tym piekle trzy miał marzenia
doczekać arki
coś do zjedzenia
i biblię posłaną na przemiał

przed grzybem co zesłał na ziemię noc długą
ulec musiały chcąc nie chcąc złe stropy
to twórca budowli otworzył mi oczy
gdy jego już gasły bez mocy

prawdziwą arkę przehandlowano
jeden za wszystkich wybrał tę drogę
gdy inni się ćwiczą w chodzeniu po linie
by wejść móc na arkę
on bawi się świnia
gdy Gea upada i ginie

po grzybie co złączył nadzieje w huk kroków
pod tarczą z betonu zawiodłem ja swoich
choć rok tłumaczono jak zwiodłem ich kłamstwem
na mitu oddali się pastwę

głupcy próbują przeżyć śmierć w chłodni
ja nie zostanę tu chwili dłużej
z Geą najdroższą w niebo polecę
w balonie pięknym
w arce nad arki
ktoś inny niech zdycha bez walki