Blog > Komentarze do wpisu
Solaris ***

"Przekrój" przy okazji recenzowania "Solaris" Tarkowskiego, przypomniał o reakcji Lema, który zezłościł się na rosyjskiego twórcę, zarzucając brak zrozumienia jego dzieła. Czy aby na pewno na pewno reżyserowi zależało na wiernej ekranizację powieści? Tego się już pewnie nie dowiemy, jednak możemy zapoznać się z filmami jednego z najciekawszych artystów kina. Jego "Stalker" jest jednym z moich ulubionych filmów. Zapewne "Solaris" nie wejdzie na tę listę.
Kris Kelvin otrzymuje misję zbadania stacji kosmicznej stacjonującej w pobliżu planety Solaris. Załoga stacji wykazuje dość osobliwe zachowanie, bacznie obserwując Krisa i również jego zachowanie. Po kilku godzinach sam bohater zostanie dotknięty "mocą" planety i jej mieszkańca - niezbadanej dotychczas galaretowatej cieczy, której zrozumienia mechanizmów daleko wykracza poza ludzkie rozumienie.
Tarkowski był twórcą, który tworzył proreligijne kino. W radzieckiej Rosji było to zadanie trudne, jednak reżyser był owładnięty potrzebą dyskusji na tym polu. W "Solaris" również te pytania zostają zadane, i zapewne dlatego w przypadku dzieła Stanisła Lema, poległ. Nie on jeden, bo 30 lat później również Soderbergh stworzył nienajlepszy film. To co intryguje w "Solaris" Tarkowskiego, to zadane pytania o kierunek rozwoju ludzkości. Ważna jest tu szczególnie kilukinutowa scena w której zostaje przedstawiona stechnicyzowana rzeczywistość, odhumnizowany skutek rozwoju naszej cywilizacji - kilometry dróg, bez obecności naturalnej zieleni, ale za to z tysiącami samochodów, betonowe dżungle. Ta, jakże sugestywne zwierciadło lat siedemdziesiątych, w dalszym ciągu jest aktualne. Aktualniejsze.
Dlaczego więc ten film, mimo ciekawego tematu, nie robi już takiego wrażenia. Tarkowski daje czas widzowi, nie narzuca odpowiedzi na postawione pytania. Poszczególne sceny, powolnie wprowadzają nas w poszczególne zagadnienia. Większość widzów, może to jednak znudzić. Pewnie to również znak czasu - oczekujemy teraz szybkiego wprowadzenia w fabułę, i równie prędki rozwój fabuły. I w filmie Tarkowskiego tego nie ma. Nie ma również ciekawej scenografii, co formułuję jako zarzut. Nasz Piotr Szulkin tworzył dziesięc lat później ciekawsze wizualnie filmy. Ząb czasu dotknął wiele filmów. Omawiany film również do tej grupy należy. Zwróciłem jednak uwagę, iż nasz obecny styl życia zapewne by zupełnie zgubił Tarkowskiego. Nie jesteśmy bliżej Boga, nie zadajemy sobie już nawet pytań o jego istnienie. Zobojętnienie w tej kwestii na pewno by rosyjskiego mistrza zmartwiło.
wtorek, 27 października 2009, zaginiony22

Polecane wpisy