Blog > Komentarze do wpisu
Avatar ***

Cameron - jedno z cudownych dzieci Hollywood, kazał czekać na kolejne dzieło 10lat. Wytwórnia postawiła za cel wydać największą ilość pieniędzy w historii na produkcjędrugie tyle na kampanię reklamową. Od kilku miesięcy prasa obiecuje, że dostaniemy ósmy cud świata i pierwszy wizualny. To taka potrzeba marketingowa - daj zwykłemu zjadaczowi chleba namiastkę boskości w kinie za rogiem. Taki czerwony mikołaj z Mc Donalds lub "Człowiek-Słoń" w cyrku. O, pardon - ten lynchowski był przynajmniej oryginalny.
Kto może odpuścić "Avatara"? Na pewno wielbiciele takich filmów, jak "Moon" czy innych inteligentnych sci-fi. W szerszym ujęciu - każdy, który już zaliczył kilkaset sztampowych historii. "Avatar" ma grzech praktycznie każdej wielkiej produkcji. Jest infantylny, oczywisty i w treści zupełnie nieoryginalny. Walka pomiędzy dobrymi Na'vi, czułym na krzywdę Jakem Sullym oraz złymi marines i Korporacji jest narysowana bardzo grubą kreską. Skutkiem tego jest brak identyfikacji z bohaterem. Pięknie to wszystko jednak wygląda. Co z tego, że cywilizacja Na'vi za chwilę zostanie podbita. Póki co, jest kolorowo, ładnie i trójwymiarowo (3D od jakiegoś czasu już nas kusi swoją technologią). Dlatego cieszmy oczy i uszy. Tylko co z tego?
Ano to, że już wszystkie wątki już widzieliśmy. Zła Korporacja - "Alien", podłączanie do świata równoległego "Matrix". Wielkie maszyny i marines "Aliens" itd.
Kino komercyjne ma za zadanie trafiać do serc mas. Ma być na tyle wygładzone, aby widz dostał na czas projekcji odpowiednią rozrywkę. Dlatego takie filmy mają swoją konwencję. Powinny być sceny takie jak: konflikt, walka dobra ze złym, ma być również miłość. "Avatar" ma to wszystko, jednak poszczególne akcenty są fatalnie rozłożone. Scen dynamicznych jest dość sporo, scen miłości jest również sporo, finałowa walka trwa dobre 20minut i jest oczywiście grande finale głównych bohaterów. Brakuje natomiast odpowiednich łączników, które zespajałyby poszczególne wątki w zgrabną fabułę. Niby mamy wytłumaczone skąd się wzięły Avatary, nie wiemy natomiast na jakiej podstawie Na'Vi zdecydowali się zaakceptować Jakea i Dr Augustine. Jak główna niebieska natrafiła na uratowanie swojego lubego. Takich błędów logicznych jest więcej. Zapewne części widzom to nie przeszkadza, warto jednak zwrócić uwagę na ile nasze gusta kształtują się przed projekcją, a na ile sami wyrabiamy własną opinię.
Jest również druga strona medalu. Celnym strzałem jest muzyka Jamesa Hornera, który stworzył kompozycje inspirując się etniczmymi melodiami. Pewnie jest to oczywiste posunięcie, ale zostało tutaj zgrabnie pociągnięte. Bez fanfar, ale jednak bez przesadnego słodzenia. Również pięknie starzejąca się Sigourney Weaver, zawsze grająca na odpowiednim poziomie, jest miłym deja vu z czasów "Aliens" Camerona.
A propos "Aliens". I jeszcze "The Abyss" i "T2". Te trzy produkcje powstały w czasie gdy reżyser ugruntowywał swoją pozycję. To były też czasy, gdy Cameron mógł śmiało być porównywany ze Spielbergiem. Czasy te jednak minęły. Spielberg nie bał się tworzyć filmów ambitnych. Również do blockbusterów wtłaczał mądrą fabułę. Nie bał się również odrzucać projektów wątpliwych. Cameron natomiast sprawia wrażenie chłopca, który chce wygrywać w bitwie pt. kto jest królem Box Office'ów. I pewnie tę bitwę wygra, choć to pyrrusowe zwycięstwo, bo wątpię aby został zapamiętany jako artysta. Co najwyżej sprawny rzemieślnik.
Podczas napisów końcowych kilka osób zaczęło klaskać. "No, bez przesady" podsumowałem tą reakcję. Nie zapamiętamy tego filmu jako coś przełomowego. Jest to natomiast ważny akcent, że zbliżamy się do poziomu, gdy w kinie nie jest ważne co się pokazuje, a ważne jak się pokazuje. Nie akceptuję postawy "mieć" bez "być". Niepotrzbne mi są kolorowe laurki, bez szczerych słów pod moim adresem. I nawet technika 3D nie jest w stanie mnie podniecić - tym bardziej że wyklucza ona przyjemność z oglądania widzom z astygmatyzmem.
I mają rację dystrubutorzy. To piękna wizja sci-fi. Tyle, że głupia. Ale tego akurat na pewno na plakatach nikt nie umieści
środa, 06 stycznia 2010, zaginiony22

Polecane wpisy

Komentarze
latajacy_talerz
2010/01/06 19:55:13
Jak zobaczyłem na ekranie głównego bohatera, wiedziałem, że z fabułą będzie marnie. Ale i tak jesteś litościowy z tymi 3 gwiazdkami :D
-
Gość: kasia, 85.222.87.*
2010/01/06 22:12:24
ok, zniechęciłeś mnie. nie, żebym żałowała :)
-
Gość: ajar63, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/02/05 22:11:47
Avatar raczej nie zasługuje na miano filmu roku (z drugiej strony, zawsze wiele zależy od konkurencji), jednak myślę, że kino robi się dla różnego widza. I dorosłego i dla nastolatków. I dla inteligenta, i dla człowieka infantylnego. Dla refleksji i dla czystej rozrywki. Dlatego nie zgadzam się ze zdecydowaną krytyka filmu. Avatar to dobre kino. Oczywiście w swojej kategorii.