Blog > Komentarze do wpisu
2012 **1/2

Chciałbym wierzyć, że Roland Emmerich kręcąc "2012" starał się zachować dystans do swojego ostatniego dzieła. Zarówno głupawe dowcipy jak i sceny przeżycia kolejnej przeszkody w ostatniej chwili, utwierdzają mnie w przekonaniu że tak nie było. Jak podaje jedna z pierwszych scen, 2012 to rok kiedy ma nastąpić koniec świata. Cały świat pod kierownictwem, a jakże Ameryki, staje przed dylematem co zrobić, aby przeżyć kataklizm.
Okazuje się, że jest na to recepta. Niestety bilet do przeżycia kosztuje miliard EURO od osoby, ale życie jest bezcenne, więc ten kto ma to płaci. Natomiast ten kto nie ma - jak Jackson Curtis, ojciec dwójki dzieci z eksmałżeństwa - musi szukać możliwości przeżycia za darmo. W chwili zagrożenia okazuje się, że nie ma takich rzeczy, których przeciętny amerykanin nie jest w stanie zrobić. Tak więc podróż rozpędzoną limuzyną przez walący się wieżowiec, czy pilotowanie Antonowem po kilku lekcjach pilotażu jednosilnikowcem okazują się do wykonania. Ok, może ja nie mam dystansu do takich obrazów. Rozumiem, że takie filmy mają dawać widzom rozrywkę, a producentom przychód. Ale dlaczego rozrywka ma zarazem ogłupiać widzów? Czy filmy rozrywkowe muszą być na poziomie przedszkolaka?
Mam kilka refleksji w związku z tym filmem. To być może jeden z ostatnich filmów, pokazujących potęgę USA. Coraz częściej dochodzą do nas głosy, że kolos jednak jest na glinianych nogach, i jest słabszy gospodarczo od innych kolosów. Nie wiem czy Ameryka ma teraz ochotę patrzeć na patriotyczne obrazki, gdy widzi swój kraj z gigantycznym deficytem, gdzie ludzie są bez pracy, a prezydent zajmuje się wygłaszaniem wielkich mów, zamiast wdrażać idee polityczne w życie. USA przestaje być panem świata a jego rola zaczyna sprowadzać się co najwyżej do jednego z biegunów wielkich gospodarek.
Druga rzecz, to kierunek kina. Widać, że kino europejskie ma zupełnie gdzieś to co robi USA i... bardzo dobrze. To co mnie jednak bardziej cieszy, to sam podział dróg rozwoju kina wewnątrz tego kraju. Produkcje niezależne również cieszą się sporym uznaniem, co szczególnie widać w kinie dokumentalnym. Innym kierunkiem jest ugruntowana już pozycja seriali, które nie muszą zamykać się w krótkiej formie a poruszają tematy, których kino mainstreamowe woli unikać. I nawet mainstream serialowy jest na poziomie, którego hollywood nie dosięga (fenomenem dla mnie jest "Desperate Housewives" które w siódmym sezonie trzyma poziom). Innymi słowami mówiąc, można robić dobre kino "dla ludu", na przyzwoitym poziomie.
Wracając do "2012". Film ma mocną stronę w postaci efektów specjalnych. To atrybut, który jest stale podkreślany we wszystkich trailerach produkcji Emmericha. Cuda które tworzą komputery faktycznie robią wrażenie, zresztą potem można je przedstawiać w sklepach promujące technologię Blu-Ray czy nowe generacje telewizorów LCD. Poziom detalu i dynamika są na najwyższym poziomie. Tylko po co wydawać 20-30PLN za bilet, jak można super wizuale obejrzeć za darmo i legalnie na vimeo.com? Forma zamknięcia głupiutkiej historii w 150 minutach, jest dla mnie wątpliwą rozrywką, i nie pomoże tu nawiedzony Woody Harrelson w roli DJa pirackiej stacji radiowej, czy szukający szczęścia w Hollywood Johann Urb jako pilot Antonowa. Zmiksowanie w jednym obrazie pseudonaukowego bełkotu, rodzinnych historii, ucieczek z walących się miast, patriotycznej gadaniny powoduje, że film wali się w równie szybkim tempie jak przedstawione upadki miast. W rezultacie jeśli komuś brakuje wizualnych wrażeń może "2012", a reszta powinna zastanowić się nad wyborem innych rozwiązań spędzania wolnego czasu.
 

niedziela, 09 stycznia 2011, zaginiony22

Polecane wpisy

  • Star Trek **1/2

    Chodzą plotki, że JJ Abrams ma wyreżyserować "Mroczną wieżę" Kinga. Uwielbiam powieści Kinga, ale akurat ta jest jedną ze słabszych, dlatego dywagacja na temat

  • Nieznajomi (The strangers) **1/2

    Durny film.Niestraszny i z fatalnym scenariuszem. Zaczynasię obiecująco. Liv Tyler gra niedoszłą pannę młodą, która właśnie otrzymała oświadczyny swojego chłopa

  • Magia uczuć **1/2

    Tarsem Singh to uznany producent reklam oraz teledysków ("Losing my religion" R.E.M.). Niestety z długimi formami już sobie nie radzi. Ciekawy to przy