Blog > Komentarze do wpisu
Samotny mężczyzna ****


Co roku, zanim zostanie ogłoszona lista nominowanych do Oscara, typuję aktorów, którzy mają szanse na nominację oraz wygraną tej najcenniejszej nagrody branży filmowej.
Po projekcji "Single Man", uważam iż (póki nie obejrzę kolejnych filmów) odtwórca głównej roli ma największe szanse na tę nagrodę.
Lata sześdziesiąte, Ameryka w przededniu wojny atomowej z ZSRR. George Falconer dowiaduje się, iż jego partner ginie w wypadku samochodowym. Zostaje o tym poinformowany od życzliwego członka rodziny. Rodzina jak to rodzina, widzi to co chce widzieć, więc na pogrzebie nie chcą wiedzieć z kim przez szesnaście lat żył ich bliski.  Dlatego George przeżywa rozstanie w najgorszy z możliwych sposobów - w samotności, bez możliwości podzielenia się ze swoim otoczeniem o swoim bólu. Codzienna praca na Uniwersytecie tylko utwierdza go w przekonaniu, iż kolejne pokolenie ignoruje wiedzę którą profesor chce im przekazać. Do tego dochodzi jeszcze stara przyjaźń z przyjaciółką, która choć ma dobre intencje, to nie wierzy w prawdziwość miłości swojego przyjaciela. Dlatego George postanawia popełnić samobójstwo, balansując pomiędzy swoją decyzją a kolejnymi spotkaniami z ciekawymi osobami, które przekazują mu swój punkt widzenia na jego temat. Dalsze pytanie o sens życia, staje się mottem całego obrazu.
Obrazu idealnie wypieszczonego przez reżysera Toma Forda, jednego z lepszych projektanów mody. Oko specjalisty od piękna daje swój upust w obrazie, który przepięknie wyidealizował american dream tego okresu. Na szczęście nie skupił się wyłącznie na scenografii, ale namalował również kadry w ujęciach w których gest, mimika twarzy aktorów jest ważniejsza od tego co mówią na ekranie.
"Single Man" jest filmem jednego aktora, i...jednej aktorki. Colin Firth nie miał dotychczas szansy na role takie jak ta. To być może jego życiowy przełom, i moim zdaniem lepiej się prezentuje w swojej roli, niż np. Philip Seymour Hoffman w "Capote" (który stylistycznie jest podobny do "Single Man"). Julianne Moore została kiedyś krzywdząco określona przez Lasse Halstroma jako aktorka z dużą porcją wdzięku, ale średniego talentu. W "Samotnym mężczyźnie" zagrała równie dobrze jak w "Far From Heaven" (tematyka zbliżona), i nie zgadzam się z opinią szwedzkiego reżysera. To aktorka, która owszem ma dużo wdzięku, ale gra bez zbytniej ekstrwagancji, porcjując tyle dramatyzmu i uśmiechu ile wymaga dana scena.
Tom Ford reżyserując ten film, miał jego wizję od A do Z. Nie epatował formą, przedstawił dokładnie temat osamotnienia po stracie bliskiej osoby, potrzeby bycia z kimś niezależnie od wieku. Przedstawił człowieka ze swoim zgromadzonym dobrobytem, zamkniętym w złotej klatce, bardzo inteligentnym. Człowieka, któremu nic nie brakuje poza....bliskością utraconej osoby. To w pełni humanistyczne kino, zasługujące na uznanie.

poniedziałek, 03 stycznia 2011, zaginiony22

Polecane wpisy

Komentarze
ratyzbona
2011/01/15 19:08:47
Film i aktor zostały już nominowane do Oscara w zeszłym roku ( to że film wszedł do Polski w 2010 nie znaczy że był w tym samym roku na ekranach amerykańskich) i uważam że to jedna z najbardziej krzywdzących decyzji w historii Oscarów że Firth nie dostał statuetki za swoją genialną rolę. Z resztą to ciekawe bo przecież na początku kariery zdecydowanie specjalizował się w takim aktorskim kinie dopiero potem zatrudniono go do rozlicznych i co raz gorszych komedii romantycznych w których grał typowego anglika dopiero ok. 50 zaczął przypominać że jest świetnym aktorem ( Jego rola w Genui też była świetna). Muszę też stwierdzić że kiedy dowiedziałam się że Ford będzie kręcił film bałam się że będzie to stylistyczna wydmuszka a tu prosze jedna z lepszych rzeczy jaką widziałam w ostatnim roku.