Blog > Komentarze do wpisu
TRANSMIGRACJA TIMOTHY'EGO ARCHERA

Twórczość Philipa K. Dicka zachwywa kolejne pokolenie czytelników. Szczególnie w kontekście wzowień jego poweiści przez wydawnictwo Rebis warto poświęcić chwilę zagadnieniu, które jest jednym z filarów twórczości sci-fi. Tym frapującym filarem jest poszukiwanie odpowiedzi na istnienie Boga lub też znalezienie odpowiedzi na istotę potrzeby wiary.
Po premierze "Solarisa" Stanisław Lem stwierdził, iż Andriei Tarkowski nie zrozumiał jego dzieła. Podczas gdy Lem opisywał naturę Oceanu - pozaziemskiej formy życia i niezrozumiałej dla ludzkiego umysłu, Tarkowski przedstawił Ocean jako wyższą formę inteligencji, która zafascynowała Krisa Kelvina - astronautę przybywające w okolicę planety Solaris. Fascynacja ta w kontekście innych dzieł Tarkowskiego może być odbierana jako religijna adoracja innej formy życia. Tarkowski bardzo umiejętnie wybierał tematy, które były doskonałą podstawą do dyskusji nt. fundamentalnych pytań i pomimo ograniczeń formy (cóż, władza  z każdym jego sukcesem coraz bardziej krytycznie patrzyła na jego prace), te same pytania dotyczące istoty życia i istoty wiary, były przez niego zadawane. Pierwszy przykład z brzegu - "Stalker" z przepiękną kilkuminutową sceną przejazdu przez zindustrializowane ulice miasta przyszłości (a może alternatywnej rzeczywistości?). Pomimo przejazdu wśród setek innych samochodów, główny bohater otoczony przez wytwory cywilizacji, czuje się samotnie. Tarkowski nakręcił tę scenę ponad trzydzieści lat temu i przewidział, iż dalszy rozwój naszego rozwoju będzie oddalać ludzi od siebie. Tu zresztą powstaje inne pytanie - czy oddalając się od Boga, oddalamy się od siebie?
Na to pytanie na pewno nie odpowie polski reżyser Piotr Szulkin. Według jego obrazu "O-bi, o-ba: Koniec cywilizacji", nasze nadzieje na przyjście Arki, która uratuje ludzkość jest owocem manipulacji po to, aby uspokoić społeczeństwo przed nieuchronną zagładą. Ten kryzys wiary, był jednym ze znaków szczególnych przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Być może był nawet silniejszy niż końcowe lata drugiego millennium. Dla przykładu w 1978 roku zakończyła swoją działalność Świątynia Ludu - sekta, której 900 członków popełniło zbiorowe samobójstwo.
Również u Philipa Dicka, pytania o istotę wiary i sposób jej postrzegania przewijał się w jego twórczości. Szczególnie ostatni okres, gdy Dick już był mocno zniszczony przez próby z narkotykami, paradoksalnie właśnie wtedy jego fascynująca umiejętność tworzenia niepowtarzalnych fabuł, wzbogacona została o dyskusje ezoteryczne. Pisząc "Valis" w ciągu zaledwie kilkunastu dni, przedstawił w nim własną wizję religii. Projekcja dotknięcia "palcem bożym", stała się źródłem paranoidalnej rozprawki ezoterycznej, dwóch postaci zamkniętych w jednym ciele. Nawet gdy czytamy wspaniałą powieść o narkotykowym bóstwie  "Trzy stygmaty Palmera Eldritcha" odnajdziemy smaczki, w których bohaterowie zostają postawieni przed zdefiniowaniem rzeczywistości - fundamentem koniecznym do zachowania równowagi psychicznej. Dlatego tym bardziej zaskakująca jest ostatnia powieść "Transmigracja Timothy'ego Archera" praktycznie pozbawiona elementów science fiction. Główny bohater jest biskupem, którego dokonania stawiają go w konflikcie z kościołem. Pomimo śmierci syna, następnie kochanki, potrzeba namacalnego zbliżenia do Boga nie dyskwalifikuje go jako osoby religijnej. Czy go odnajdzie? Tego dowiecie się kartek powieści, która na początku 2012 roku zostanie ponownie wydana przez wydawnictwo Rebis. 
czwartek, 01 grudnia 2011, zaginiony22

Polecane wpisy