Blog > Komentarze do wpisu
Les Miserables Nędznicy ***

Przygotowania do Oscarów czas zacząć. Nadrabiam zaległości ostatnich miesięcy i dlatego w piątkowy poranek wybrałem się do kina Femina, która podobno niebawem stanie się Biedronką. 
Od dawna miejsce to ma problemy finansowe, czego przyczyną jest konkurencja droższych, ale lepiej rozreklamowanych kin. Być może przyczyną jest także pewne niedbalstwo ze strony obsługi, bo ściany Feminy nie były od lat remontowane, a nagłośnienie w salach ustawione jest zbyt cicho. Ma to szczególne znaczenie w musicalach, dlatego zajęło mi kilkanaście minut aby wczuć się w klimat Les Miserables.
Film trafił idealnie w moment, ponieważ całkiem niedawno czytałem powieść Victora Hugo. 
Były więzień Jean Valjean po 19 latach dostaje zwolnienie ze zsyłki na galerach. Ponieważ jest naznaczony piętnem przestępcy, nie może znaleźć pracy. Zostaje zmuszony do kradzieży dóbr biskupich. W chwili gdy zostaje pojmany, biskup twierdzi...że ukradzione mu rzeczy zostały podarowane. Jean Valjean zaskoczony postanawia, iż od tej pory będzie czynić jedynie dobro. Dlatego zmienia tożsamość i podnosi z ubóstwa całą wioskę. Jego wcześniejsze czyny jednak nie zostają mu zapomniane. Tropem 24601 (numer Valjeana), podąża Javert którego jedynym celem staje się doprowadzić zbiega przed oblicze sądu. 
Tom Hooper decydując się na kręcenie tej fabuły, miał też na uwadze adaptację teatru muzycznego o tym samym tytule. Dlatego porównywanie książki do filmu w tym wypadku raczej się nie sprawdzi.
O kilku rzeczach natomiast warto wspomnieć. Reżyser, po sukcesie "Jak zostać królem" wybrał zadanie trudne ale ambitne. Film robiony za brytyjskie pieniądze, w hollywoodzkim stylu stara się opowiedzieć francuską historię. Jaki jest tego efekt? Nadzwyczaj niezły, ale fajerwerków jednak tu nie ma.
Film kładzie przede wszystkim odtwórca głównej roli Hugh Jackman. Nawet pod koniec projekcji trudno znieść śpiewane przez niego kwestie. Nigdy nie byłem fanem jego talentu, i po raz kolejny nie zostałem przez niego zaskoczony. Co innego natomiast Russel Crowe, który idealnie wczuł się w rolę Javerta. To skomplikowana postać rola, bo na niej ciąży pochodzenie (Javert pochodzi z bardzo biednej rodziny). Nie chce utracić szansy jaką dał mu los, dlatego wykonuje nadgorliwie swoje obowiązki. 
Zaskakuje też rola Fantyny, graną przez Anne Hathaway. Dziewczyna która traci swojego narzeczonego, traci też stabilizację finansową. W rezultacie musi oddać swoją córkę pod opiekę wyrachowanych karczmarzy. Próbując zebrać pieniądze na jej utrzymanie, upada coraz niżej. Hathaway ze swoją szczupła figurą, i wielkimi oczami, paradoksalnie jako nędzniczka wygląda bardzo ...dobrze.
Wracając do zarzutów. W kinie za mną siedziało kilkanaście osób, które zniecierpliwione rozmawiały między sobą, iż film jest za długi. Zgadzam się, dwie i pół godziny dla widza który nie jest wprawiony w tym gatunku do za dużo. 
Hooperowi zależało, aby zrobić klasyczny obraz, w kameralnej oprawie. Pomimo, iż jedną ze scen jest rewolucja, to za wyjątkiem początku filmu, trudno tu mówić o tworzeniu aury rozmachu.
Oglądając Les Miserables, miałem poczucie iż znalazłem się w złym miejscu. Gdybym chciał po raz kolejny popatrzeć na losy Valjeana, Fantyny i Kozety, wybrałbym Teatr Roma. Tam cały rozmach i śpiew działa na emocje. Tu natomiast, miałem chęć zobaczyć napisy końcowe jak najszybciej.
Nie jestem wrogiem tego filmu, bo w gruncie rzeczy poza Jackmanem nie można od strony technicznej "Nędznikom" nic zarzucić. Jednak brakowało mi tu albo dystansu do fabuły, albo bardziej zwartej formy. 




poniedziałek, 04 lutego 2013, zaginiony22

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: basiula, 89.174.231.*
2013/11/21 15:21:04
Ja jeszcze nie widziałam. Jestem strasznie zajęta bo planuję otworzyć sklep coś jak ten sklep odzieżowy online, ale w któryś dzień musze obejrzeć.