Kategorie: Wszystkie | * | * 1/2 | ** | ** 1/2 | *** | *** 1/2 | **** | **** 1/2 | ***** | inne
RSS
poniedziałek, 04 lutego 2013
Les Miserables Nędznicy ***

Przygotowania do Oscarów czas zacząć. Nadrabiam zaległości ostatnich miesięcy i dlatego w piątkowy poranek wybrałem się do kina Femina, która podobno niebawem stanie się Biedronką. 
Od dawna miejsce to ma problemy finansowe, czego przyczyną jest konkurencja droższych, ale lepiej rozreklamowanych kin. Być może przyczyną jest także pewne niedbalstwo ze strony obsługi, bo ściany Feminy nie były od lat remontowane, a nagłośnienie w salach ustawione jest zbyt cicho. Ma to szczególne znaczenie w musicalach, dlatego zajęło mi kilkanaście minut aby wczuć się w klimat Les Miserables.
Film trafił idealnie w moment, ponieważ całkiem niedawno czytałem powieść Victora Hugo. 
Były więzień Jean Valjean po 19 latach dostaje zwolnienie ze zsyłki na galerach. Ponieważ jest naznaczony piętnem przestępcy, nie może znaleźć pracy. Zostaje zmuszony do kradzieży dóbr biskupich. W chwili gdy zostaje pojmany, biskup twierdzi...że ukradzione mu rzeczy zostały podarowane. Jean Valjean zaskoczony postanawia, iż od tej pory będzie czynić jedynie dobro. Dlatego zmienia tożsamość i podnosi z ubóstwa całą wioskę. Jego wcześniejsze czyny jednak nie zostają mu zapomniane. Tropem 24601 (numer Valjeana), podąża Javert którego jedynym celem staje się doprowadzić zbiega przed oblicze sądu. 
Tom Hooper decydując się na kręcenie tej fabuły, miał też na uwadze adaptację teatru muzycznego o tym samym tytule. Dlatego porównywanie książki do filmu w tym wypadku raczej się nie sprawdzi.
O kilku rzeczach natomiast warto wspomnieć. Reżyser, po sukcesie "Jak zostać królem" wybrał zadanie trudne ale ambitne. Film robiony za brytyjskie pieniądze, w hollywoodzkim stylu stara się opowiedzieć francuską historię. Jaki jest tego efekt? Nadzwyczaj niezły, ale fajerwerków jednak tu nie ma.
Film kładzie przede wszystkim odtwórca głównej roli Hugh Jackman. Nawet pod koniec projekcji trudno znieść śpiewane przez niego kwestie. Nigdy nie byłem fanem jego talentu, i po raz kolejny nie zostałem przez niego zaskoczony. Co innego natomiast Russel Crowe, który idealnie wczuł się w rolę Javerta. To skomplikowana postać rola, bo na niej ciąży pochodzenie (Javert pochodzi z bardzo biednej rodziny). Nie chce utracić szansy jaką dał mu los, dlatego wykonuje nadgorliwie swoje obowiązki. 
Zaskakuje też rola Fantyny, graną przez Anne Hathaway. Dziewczyna która traci swojego narzeczonego, traci też stabilizację finansową. W rezultacie musi oddać swoją córkę pod opiekę wyrachowanych karczmarzy. Próbując zebrać pieniądze na jej utrzymanie, upada coraz niżej. Hathaway ze swoją szczupła figurą, i wielkimi oczami, paradoksalnie jako nędzniczka wygląda bardzo ...dobrze.
Wracając do zarzutów. W kinie za mną siedziało kilkanaście osób, które zniecierpliwione rozmawiały między sobą, iż film jest za długi. Zgadzam się, dwie i pół godziny dla widza który nie jest wprawiony w tym gatunku do za dużo. 
Hooperowi zależało, aby zrobić klasyczny obraz, w kameralnej oprawie. Pomimo, iż jedną ze scen jest rewolucja, to za wyjątkiem początku filmu, trudno tu mówić o tworzeniu aury rozmachu.
Oglądając Les Miserables, miałem poczucie iż znalazłem się w złym miejscu. Gdybym chciał po raz kolejny popatrzeć na losy Valjeana, Fantyny i Kozety, wybrałbym Teatr Roma. Tam cały rozmach i śpiew działa na emocje. Tu natomiast, miałem chęć zobaczyć napisy końcowe jak najszybciej.
Nie jestem wrogiem tego filmu, bo w gruncie rzeczy poza Jackmanem nie można od strony technicznej "Nędznikom" nic zarzucić. Jednak brakowało mi tu albo dystansu do fabuły, albo bardziej zwartej formy. 




10:30, zaginiony22
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 lutego 2012
333 popkultowe rzeczy...lata 90

Jakiś czas temu zastanawiałem się dlaczego nikt nie organizuje dyskotek tylko z muzyką lat dziewięćdziesiątych. Przecież skoro kilkanaście lat temu były imprezy a'la lata siedemdziesiąte, to analogicznie po upływie więcej niż dekady fajnie by było odświeżyć takie "gwiazdy" jak Dr. Alban (większość pewnie pamięta), Hanson (niektórzy pamiętają)  czy Kris Kross (czy ktoś to jeszcze pamięta?). I jakby na fali mojej nostalgii wpadła mi w ręce książka, będąca swoistym podsumowaniem ostatniej dekady XX wieku. 
"333 popkultowe rzeczy ... lata 90", to jak się okazuje następczyni "333....PRL". Nie wiem jak poprzedniczka, ale lata  '90 przegląda się świetnie. Przejdę od razu do sedna. Tego typu książki są niczym katalog, w którego spisie treści odnajdziemy hasła tworzące kulturalną sferę omawianej dekady. Ja raczej nie porywam się na przeczytanie tego tytułu od deski do deski, tym bardziej że jak każdy okres, także ten omawiany miał swoje wzloty i upadki. Bo z jednej strony był genialny "Matrix", ale z drugiej twory typy "L.O. 27". Oczywiście, dobrze jest uzupełnić swoją wiedzę kompletnie dla mnie nieznanymi hasłami typu "Klasa na obcasach" czy "Mini Playback Show". Jak widać wymieniam również nasze krajowe tytuły, i to też jest zaletą tej blisko sześćset stronicowej książki. W przypadku tego typu tytułów mamy często do czynienia z przedrukami, tu natomiast widać, iż Bartek Koziczyński - autor "333 popkultowych rzeczy lat 90" - zebrał wszystko od zera. W rezultacie dostajemy lekturę łatwą, lekką i przyjemną - szczególnie gdy właśnie na zewnątrz mamy minus 20C i jedyną rzeczą na którą mam ochotę (oprócz pisania tej recenzji) jest przerzucanie kartek recenzowanej książki. Zabawa na kilka wieczorów gwarantowana - szczególnie tym, którzy pamiętają pierwszą wersję "90210" czy z wypiekami na twarzy oglądali w TVP "Miasteczko Twin Peaks".
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 127
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Zakładki:
Bezpośrednie połączenie z autorem bloga
Blogi warte zainteresowania
Lista filmów
Lista książek
Pozostali o filmach
Pozostali o książkach
Rankingi
Wsparcie/Współpraca: