Kategorie: Wszystkie | * | * 1/2 | ** | ** 1/2 | *** | *** 1/2 | **** | **** 1/2 | ***** | inne
RSS
środa, 28 grudnia 2011
Dla odmiany trochę klasyki
Święta to czas, gdy oprócz ogólnego napięcia związanego z przygotowaniami, to również moment gdy po kolacji wigilijnej przygotowuję ucztę...filmową. Tegoroczne dania może nie są najświeższe, ale wciąż smaczne. 

Dawno, dawno temu, wyraziłem swoje niezadowolenie wydawnictwem "100 najlepszych filmów świata". Faktem, jest iż taka lista powstała i czasami z niej korzystam. Co zatem było w tegorocznym menu?

"Fitzcarraldo" - opowieść o biznesmenie-idealiście, który po kolejnych porażkach postanawia otworzyć plantację kauczuku. Akcja dzieje się dżungli Amazonii, zamieszkanej przez niezbadane plemienia. Nowy biznes ma jedną wadę - do nabytej działki główny bohater musi dotrzeć (i uruchomić tam produkcję) w ciągu dziewięciu miesięcy. Problem tym większy, iż żaden biały nie podjął się ryzyka przeprawy przez wodospady w górę rzeki. Tytułowy Fitzcarraldo widzi tu szansę dla siebie. 
Kinski miał w swojej karierze upadki i wzloty, ale pozostaje faktem iż jest to jeden z najbardziej charakterystycznych niemieckich aktorów. Werner Herzog poświęcił na ten film 12 lat swojego życia. Film z pięknymi zdjęciami, trochę się przykurzył ale w dalszym ciągu jest jednym z lepszych obrazów przygodowych. Dla  miłośników "Misji" czy "1492" w sam raz.

" Śniadania u Tiffa
ny'ego" - ten film jest dowodem na niepowtarzalny sex-appeal Audrey Hepburn. To niewątpliwie zaleta tego melodramatu (czy ktoś jeszcze pamięta taki gatunek filmowy?), i w zasadzie chyba jedyna ponadczasowa. Historia zakręconej piękności, która unika spojrzenia prawdzie w oczy jest oryginalna, ale jej realizacja została wykonana w oparciu o ducha lat sześdziesiątych. Niewątpliwie opowieść musi mieć swój happy end i ma - infantylny, łopatologicznie dopowiedziany. Rzadko krytykuję fabułę, bo przecież jest to wizja scenarzysty przeniesiona rękoma (i głowami) całej ekipy pracującej nad obrazem. W wypadku "Śniadania ..." miałem ochotę zobaczyć złe zakończenie. Kompletnie nie kibicowałem Audrey Hepburn i myślę, że pomimo jej sympatycznego usposobienia, trudno ją polubić za kłamstwa które są stały elementem jej image'u. Trochę zmęczony zasiadłem zatem do kolejnego obrazu jaki był ...

"Sunset Blvd" - starszy o ponad 10 lat od "Śniadania..." jest za to filmem kompletnym. Joe Gillis jest jednym z wielu w Hollywood, próbujących zdobyć sławę i karierę. Niestety, jego prace nie znajdują uznania. Podczas ucieczki przed wierzycielami, przypadkowo trafia do zapuszczonej posiadłości, która jest zamieszkana przez aktorkę kina niemego - Normę Desmond (doskonała Gloria Swanson). W wyniku porozumienia, w zamian za dobre wynagrodzenie Joe zgadza się przerobić scenariusz napisany przez Normę, który ma przywrócić jej dawny blask. Joe nie dostrzega jednak, iż w pakiecie za usługę mieści się jeszcze wiele innych punktów, które znacznie zmienią charakter relacji pomiędzy bohaterami co finalnie doprowadzi do tragedii. 
Genialny film, jedna z pierwszych poważnych satyr na Hollywood. Relacje Normy i Joe są pisane jak rasowy thriller, narracja jest utrzymywana trochę w klimacie kryminałów noir. W połączeniu z czarno-białym obrazem daje to bardzo pociągający rezultat gdzie dostajemy niepowtarzalną historię, dobrze zagraną i dobrze zrealizowaną. 

"Casablanca" - kino uwielbia miłosne tragedie, gdzie niby mamy tragiczne zakończenie, ale z pozytywnym akcentem. Tak było z "Titaniciem", tak było z "Casablancą". Opowieść o miłosnym trójkącie pomiędzy właścicielem najpopularniejszej knajpy w Casablance (Humphrey Bogart), węgierskim zbiegiem z obozu koncentracyjnego i piękną blondynką (Ingmar Bergman), która nie może zdecydować się z kim chce być, faktycznie spełnia wszystkie wymagania aby stać się klasykiem. Wynika to z kilku przyczyn. Po pierwsze Humphrey Bogart w roli cynicznego i spokojnego ex-kochanka Pani Laszlo, ma twarz której pewnie przez całe swoje życie może pozazdrościć Nicolas Cage. Pod maską jednej miny, kryje się cały wachlarz emocji ledwie wyrażonych i zarazem dostrzegalnych. Podobnie zresztą jest z Ingmar. Autentyczność bohaterów zostaje podkreślona z co prawda strywializowaną scenerią czasów II wojny światowej, ale bardzo pluralistyczną. Banalną i trzeba przyznać - dobrze się to ogląda. Dla spragnionych miłości - w sam raz. Dla spełnionych w miłości - niekoniecznie. 
wtorek, 06 grudnia 2011
Kulturalnie
Coraz bardziej dociera do mnie, iż czas zacząć pisać poza blogiem. Dlatego korzystając z okazji, iż zaproponowano mi pisanie recenzji na www.kulturalnie.waw.pl niniejszym spieszę poinformować o tym epokowym wydarzeniu. Tak więc prócz tego co przeczytacie tutaj, przeczytacie również tam (sic!).
Z partyjnym pozdrowieniem,
Grzegorz Olędzki




13:49, zaginiony22
Link Dodaj komentarz »
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Zakładki:
Bezpośrednie połączenie z autorem bloga
Blogi warte zainteresowania
Lista filmów
Lista książek
Pozostali o filmach
Pozostali o książkach
Rankingi
Wsparcie/Współpraca: