Kategorie: Wszystkie | * | * 1/2 | ** | ** 1/2 | *** | *** 1/2 | **** | **** 1/2 | ***** | inne
RSS
wtorek, 26 lipca 2011
Wściekły Byk ****

Nie wypada pisać o takich filmach jak "Wściekły Byk" w zwięzłej formie recenzji. Poza tym samo pisanie o filmach, które już inni prawdopodobnie widzieli może teoretycznie mijać się z celem.
Doceniam jednak tę możliwość pisania o kolejnych produkcjach bez marketingowej otoczki, wpływu mediów i kupionych "recenzentów". Mogę pisać o tym, co towarzyszy oglądaniu kolejnych filmów - moich wrażeń, obiekcji i innych emocji. Tych pozytywnych jak i negatywnych.
Ostatnio moja przyjaciółka powiedziała, że blogerzy to towarzystwo wzajemnej adoracji. I w dużej mierze ma rację. Z drugiej strony, już kilkadziesiąt "lubiących" na Facebooku - w większości osoby mi nieznane - są pewnym miernikiem popularności bloga. I to mnie niezmiernie cieszy.
Odpłynąłem od tematu.
Tytułowym wściekłym bykiem jest grany przez Roberta De Niro, Jake la Motta - pięściarz, który na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych odnosił ogromne sukcesy. Jego osiągnięcia nie szły w parze z życiem osobistym. Ciągłe podejrzenia o zdradę przez swoich najbliższych, wywoływały napady agresji. Rezultatem było kompletne wyobcowanie i zrażenie do siebie ludzi, którzy go kochali.
Jak widać streszczenie filmu ogranicza się do czterech zdań. Cała siła tego filmu, tkwi jednak w przekazie. Z jednym tylko wyjątkiem, cała projekcja została nagrana na czarno-białej taśmie. Robert de Niro gra doskonale - zarówno gdy jest atletycznym bokserem ale również gdy jest na "emeryturze" z dość sporym brzuszkiem. Przemiana bohatera była powiązana z przemianą aktora. Gołym okiem widać, iż De Niro zmieniał mocno wagę, aby zagrać swoją rolę wiarygodnie.
Typowe dla Scorsese poświęcenie dużej ilości czasu do nakreślenia postaci, jest dowodem na możliwość nakręcenia świetnej historii, nawet jeżeli jest dość prosta w treści. Na swój sposób jest to fascynujące, bo przecież kino amerykańskie w większości płytko traktuje bohaterów, a skupia się na fabule. W przypadku "Wściekłego Byka" elementy te są zrównoważone. Dlatego historię ogląda się doskonale.
Moim skromnym zdaniem, nie jest to najlepszy film tego reżysera ale tak jak już kiedyś pisałem, poziom Scorsese jest dla innych reżyserów nie do osiągnięcia. Również wtedy gdy robił dobre filmy, a nie wybitne.

sobota, 23 lipca 2011
Barton Fink ****

Pogoda za oknem nastraja do opowieści. Wczoraj wieczorem przechodząc mżącymi ulicami Warszawy, opowiadałem mojemu koledze o "Barton Finku" braci Coen. Dzielę się zatem również z wami moimi spostrzeżeniami.
"Barton Fink" to jeden z obrazów, który przez kilka sezonów grany był w stołecznych kinach. I choć film ma 20 lat, sięgnąłem po niego dopiero teraz.
Tytułowy Barton Fink odnosi pierwsze sukcesy jako autor sztuk wystawianych w Nowym Jorku. Pociąga to za sobą zainteresowanie jednej z wytwórni w Hollywood, która oferuje mu intratny kontrakt. Po przeprowadzce okazuje się, że współpraca z teatrem nie ma nic wspólnego z nastawieniem producenta, który oczekuje od zdolnego pisarza scenariusza o ... zapaśnikach. Fink zabiera się do pracy, jednak piekielni sąsiedzi głównego bohatera nie dadzą mu możliwości wykonania zlecenia. Gdy w końcu zacznie szukać inspiracji, zacznie wplątywać się w coraz bardziej absurdalną sytuację z udziałem upadłego scenarzysty alkoholika, jego sekretarki - kochanki, głupkowatego boya hotelowego i sąsiada, rzekomego sprzedawcy ubezpieczeń.
"Barton Fink" jest jednym z najbardziej przepełnionych Ceonowskim poczuciem humorów filmem. Absurd sięga zenitu, ale nie jest on narzędziem samym dla siebie, a wyrażeniem pewnej myśli twórcy. Jakiej? Obraz można interpretować na wiele sposobów.
Dla mnie najbliższą interpretacją jest tęsknota za utraconą równowagą, gdy przeżywamy sytuacje których nie chcemy akceptować, choć musimy. Wtedy marzymy o powrocie do bezpiecznego i utartego schematu, ale nie możemy już powstałej sytuacji odkręcić. Główny bohater trafia do piekła, w którym temperatura pokojów hotelowych rośnie, aby w kulminacyjnym momencie wybuchnąć. Jedyną nadzieją, że gdzieś indziej jest lepiej, jest wiszący obrazek na prost biurka, na którym jest postawiona maszyna do pisania - narzędzie pracy Finka.
Bracia Coen są fenomenem fabryki snów. Potrafią połączyć komercyjne potrzeby producentów wraz z potrzebą widza do przeżywania sztuki. Ich filmy doskonale grają na emocjach. Mają też talent do wybierania aktorów i osadzania ich w odpowiedniej roli. "Barton Fink" to koncert dwóch aktorów, John Turturro w tytułowej roli jest bardzo dobry, ale to John Goodman w roli demonicznego sprzedawcy ubezpieczeń jest tu mistrzem. Jego rola i przemiana w finale, potrafi śmieszyć i ... przestraszyć. I oto właśnie w kinie chodzi. Aby przeżywać. Wyjątkowo nie poświęcam zbyt wiele na stronę techniczną. Filmy Coenów są od lat kręcone w tym samym, niepodrabianym stylu. I pewnie dlatego ciągle dobrze je się ogląda.

| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
O autorze
Zakładki:
Bezpośrednie połączenie z autorem bloga
Blogi warte zainteresowania
Lista filmów
Lista książek
Pozostali o filmach
Pozostali o książkach
Rankingi
Wsparcie/Współpraca: