Kategorie: Wszystkie | * | * 1/2 | ** | ** 1/2 | *** | *** 1/2 | **** | **** 1/2 | ***** | inne
RSS
środa, 27 lipca 2011
Władcy umysłów ****

Kolejny idiotyczne tłumaczenie filmu. Chyba ci, którzy tworzyli polski tytuł nie oglądali tego obrazu.
Matt Damon w kolejnej hollywoodzkiej produkcji gra kandydata na senatora Davida Norrisa. Jest młody i ambitny, kariera jest w zasięgu ręki. David przez wpadkę na jednym ze spotkań zostaje zniszczony przez tabloidy. W momencie przeżywania swojej porażki, przeżywa zarazem jedno z milszych wydarzeń ostatnich miesięcy. Zauracza się w zabawnej dziewczynie z...toalety (fantastyczna Emily Blunt). Nie będzie im jednak dane poznać się bliżej. David zostaje zatrzymany przez dziwnych panów w kapeluszach, którzy informują go, iż... nie może zakochać się w swojej wybrance. Dowiaduje się o istnieniu organizacji, która czuwa nad przebiegiem Planu. Nie może jednak z niego zboczyć a na drodze do jego kariery staje właśnie wspomniana dziewczyna. David w zasadzie nie dostaje alternatywy, dostaje nakaz powrotu do starego życia. Czy jednak chwile szczęścia nie okażą się większą pokusą aniżeli przyszła kariera polityka?
Ilekroć mam do czynienia z ekranizacjami Philipa K.Dicka dostaję drgawek na samą myśl o spieprzeniu tematu. Dick był mistrzem tworzenia oryginalnych historii. Jego wyobraźnia znacznie przewyższała innych pisarzy sci-fi. Czasami jego powieści były osadzone w zupełnie innej rzeczywistości. Tu fabuła dotyka wpływu obcych sił na nasze wybory. David chce zmienić swoje przeznaczenie, bo wierzy że to co świadomie wybrał jest lepsze aniżeli to do czego dotychczas zmierzał. Jest w tym pewna naiwność, ale reżyser równoważył wątek miłosny z science fiction.
I dobrze zrobił, bo "Adjustmen Bureau" jest estetycznie zrealizowanym filmem. Szczególnie bardzo zaimponowała mi gra Emily Blunt, niedoceniona w "Diabeł ubiera się u Prady". Jej gra we "Władcach..." jest naturalna, w dalszym ciągu zabawna, ale już z większą pulą powagi. Jest niby tak samo, ale to nie to samo. Jest po prostu lepiej.
Geroge Nolfi dotychczas pisał scenariusze, ale jak widać jest równie dobrym reżyserem jak autorem tekstów. Omawiany film ma infantylne przesłanie, ale jest zarazem dobrą historią do obejrzenia. Szczególnie w tak deszczowy wieczór jak dzisiaj.

wtorek, 26 lipca 2011
Wściekły Byk ****

Nie wypada pisać o takich filmach jak "Wściekły Byk" w zwięzłej formie recenzji. Poza tym samo pisanie o filmach, które już inni prawdopodobnie widzieli może teoretycznie mijać się z celem.
Doceniam jednak tę możliwość pisania o kolejnych produkcjach bez marketingowej otoczki, wpływu mediów i kupionych "recenzentów". Mogę pisać o tym, co towarzyszy oglądaniu kolejnych filmów - moich wrażeń, obiekcji i innych emocji. Tych pozytywnych jak i negatywnych.
Ostatnio moja przyjaciółka powiedziała, że blogerzy to towarzystwo wzajemnej adoracji. I w dużej mierze ma rację. Z drugiej strony, już kilkadziesiąt "lubiących" na Facebooku - w większości osoby mi nieznane - są pewnym miernikiem popularności bloga. I to mnie niezmiernie cieszy.
Odpłynąłem od tematu.
Tytułowym wściekłym bykiem jest grany przez Roberta De Niro, Jake la Motta - pięściarz, który na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych odnosił ogromne sukcesy. Jego osiągnięcia nie szły w parze z życiem osobistym. Ciągłe podejrzenia o zdradę przez swoich najbliższych, wywoływały napady agresji. Rezultatem było kompletne wyobcowanie i zrażenie do siebie ludzi, którzy go kochali.
Jak widać streszczenie filmu ogranicza się do czterech zdań. Cała siła tego filmu, tkwi jednak w przekazie. Z jednym tylko wyjątkiem, cała projekcja została nagrana na czarno-białej taśmie. Robert de Niro gra doskonale - zarówno gdy jest atletycznym bokserem ale również gdy jest na "emeryturze" z dość sporym brzuszkiem. Przemiana bohatera była powiązana z przemianą aktora. Gołym okiem widać, iż De Niro zmieniał mocno wagę, aby zagrać swoją rolę wiarygodnie.
Typowe dla Scorsese poświęcenie dużej ilości czasu do nakreślenia postaci, jest dowodem na możliwość nakręcenia świetnej historii, nawet jeżeli jest dość prosta w treści. Na swój sposób jest to fascynujące, bo przecież kino amerykańskie w większości płytko traktuje bohaterów, a skupia się na fabule. W przypadku "Wściekłego Byka" elementy te są zrównoważone. Dlatego historię ogląda się doskonale.
Moim skromnym zdaniem, nie jest to najlepszy film tego reżysera ale tak jak już kiedyś pisałem, poziom Scorsese jest dla innych reżyserów nie do osiągnięcia. Również wtedy gdy robił dobre filmy, a nie wybitne.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
O autorze
Zakładki:
Bezpośrednie połączenie z autorem bloga
Blogi warte zainteresowania
Lista filmów
Lista książek
Pozostali o filmach
Pozostali o książkach
Rankingi
Wsparcie/Współpraca: