Kategorie: Wszystkie | * | * 1/2 | ** | ** 1/2 | *** | *** 1/2 | **** | **** 1/2 | ***** | inne
RSS
środa, 06 lipca 2011
Kieł ****1/2

Sześć gwiazdek w "Przekroju", i same dobre recenzje w innych magazynach zaciągnęły mnie do kina na projekcję "Kynodontas". Moje opóźnienie w stosunku do premiery w Polsce i tak jest niczym w porównaniu do opóźnienia dystrybutora - film rozpoczął swoją karierę w maju 2009.
"Kieł" jest wariacją na temat filmu "Eksperyment" połączonej ze sprawą Josefa Fritzla.
Trójka dzieciaków zostaje uwięziona w dużej posiadłości gdzieś z dala od sąsiedztwa. Jedynym łącznikiem z cywilizacją jest przelatujący co jakiś czas wysoko samolot oraz prostytutka wynajęta przez głowę rodziny w celu zaspokajania potrzeb jedynego syna. Pojawia się też kot, który staje się zresztą doskonałą okazją do wymyślenia kolejnej manipulacji. Dzieciaki (mają już dobre 20 lat) są manipulowane po tom aby stale ze sobą rywalizując, być blisko swoich rodziców - żywicieli, opiekunów i...jedynych dawców informacji. Z czasem ciekawość bierze jednak górę, i jedna z córek coraz bardziej przejawiać będzie chęć wyłamania się z nakazanego kodu postępowania. Wie jedynie, że aby móc zobaczyć świat zewnętrzny musi jej wypaść tytułowy kieł (bynajmniej nie mleczny) i wyrosnąć ponownie.
"Kieł" można interpretować co najmniej na trzy sposoby. Jest filmem o potrzebie miłości, akceptacji, również w relacjach które dla normalnego człowieka są nie do zaakceptowania. Możemy też go interpretować jako pokaz możliwości manipulacji i rezultatów jakie można osiągnąć w określonym środowisku. Syndrom Sztokholmski nabiera tu zupełnie nowego znaczenia. Okrutne monstrum, jest tu ojcem - zbawicielem, i kochanym opiekunem. Trzecia interpretacja dotyczy otoczenia informacyjnego we współczesnym świecie. "Kieł" jest jedną z ostatnich prowokacji, zwracających uwagę na brak możliwości funkcjonowania bez informacji - nawet jeżeli jej nie chcemy otrzymywać. Współcześnie, nawet wypicie wody wymusza na nas spojrzenie na etykietę - reklamówkę producenta.
Oczywiście możliwości interpretacji jest więcej, ale aby nie psuć niespodzianki, pozostawię je widzowi do odkrycia. Nie jest to łatwe kino, nie jest też kinem spokojnym. Maksymalna oszczędność formy, w połączeniu ze świetną grą aktorów a przede wszystkim dosłownym przedstawieniem historii daje efekt jakiego dawno w kinie nie oglądałem. Warto jest usiąść w fotelu, porzucić tym razem przekąski, obejrzeć całą projekcję, a gdy już pojawią się napisy końcowe jeszcze chwilę zastanowić się nad ostatnimi dziewięćdziesięcioma minutami projekcji. Na pewno pytania jakie są pojawią, wykroczą szerzej poza fabułę. I mam nadzieję, właśnie na tym zależało reżyserowi.
 


sobota, 15 stycznia 2011
Czekając na sobotę ****1/2

"Czekając na sobotę" jest dowodem na możliwość finansowania świetnych filmów dokumentalnych niekoniecznie za pieniądze telewizji publicznej. HBO jakiś czas temu aktywnie reklamowało ten dokument, zatem specjalnie nie poddając się dźwigni handlu, zasiadłem do projekcji.
Zaczynamy podróż po Polsce. Najpierw mała wieś gdzieś pomiędzy Radomiem a Lublinem, potem Śląsk, Małopolska a na koniec Mazowsze. Polska określana mianem "Polski B". Reżyser prowadzi wywiady z młodzieżą, która wyjaśnia z czego bierze się ich chęć do imprezowania w wielkich dyskotekach, które gromadzą po wiele setek osób. Miejsca te są doskonale wyposażone w nagłośnienie, oświetlenie, są wygodne, zbierają setki osób z okolic. To jedyne miejsce w którym młodzież może się wyszumieć, wybawić i być bliżej interesujących zdarzeń. Dość silnych zresztą wrażeń, których wymieniać tu nie będę, aby nie psuć projekcji tym, którzy filmu nie widzieli.
Oczywiście większość z nas wie, że wiejskie dyskoteki to możliwość nachlania się i dania sobie po mordzie. Ale nie każdy wie, jakie okoliczności wiążą ze sobą ludzi z tymi miejscami.
I to jest właśnie podstawowa wartość tego filmu. Opowieść o wiejskiej nudzie, gdzie nic się nie dzieje, ludzie często nie mają pracy i równie często już jej nie szukają. To dokument o dramacie ludzi, którzy poprzez racjonalne ich zdaniem wybory wpędzają się w spiralę, z której nie mogą wyjść. Kapitalnym przykładem jest jedna z tancerek, która co tydzień pracuje w takim miejscu, jednocześnie ukrywając przed mężem swój prawdziwy zawód.
Reżyser prowadzi nas po całym kraju, przedstawiając nam smutną prawdę o kolejnym pokoleniu biedy, która właśnie dorosła i która pozostanie "Polską B". Prowadząc wywiady z całymi rodzinami uzmysławia nam, iż bieda jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. I choć nie są to źli ludzie, to nie mając zajęć popadają w beznadzieję, którą przerywa sobota - dzień, w którym odbywają się dyskoteki.
To smutny dokument, do bólu prawdziwy, szalenie autentyczny.
Szacun dla twórców - Jerzego i Ireny Morawskich, za gorzką prawdę o prawdziwym obrazie prowincji. Moim zdaniem najlepszy dokument, poruszający ten temat od czasów "Arizony".
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
O autorze
Zakładki:
Bezpośrednie połączenie z autorem bloga
Blogi warte zainteresowania
Lista filmów
Lista książek
Pozostali o filmach
Pozostali o książkach
Rankingi
Wsparcie/Współpraca: