Kategorie: Wszystkie | * | * 1/2 | ** | ** 1/2 | *** | *** 1/2 | **** | **** 1/2 | ***** | inne
RSS
niedziela, 05 lutego 2012
333 popkultowe rzeczy...lata 90

Jakiś czas temu zastanawiałem się dlaczego nikt nie organizuje dyskotek tylko z muzyką lat dziewięćdziesiątych. Przecież skoro kilkanaście lat temu były imprezy a'la lata siedemdziesiąte, to analogicznie po upływie więcej niż dekady fajnie by było odświeżyć takie "gwiazdy" jak Dr. Alban (większość pewnie pamięta), Hanson (niektórzy pamiętają)  czy Kris Kross (czy ktoś to jeszcze pamięta?). I jakby na fali mojej nostalgii wpadła mi w ręce książka, będąca swoistym podsumowaniem ostatniej dekady XX wieku. 
"333 popkultowe rzeczy ... lata 90", to jak się okazuje następczyni "333....PRL". Nie wiem jak poprzedniczka, ale lata  '90 przegląda się świetnie. Przejdę od razu do sedna. Tego typu książki są niczym katalog, w którego spisie treści odnajdziemy hasła tworzące kulturalną sferę omawianej dekady. Ja raczej nie porywam się na przeczytanie tego tytułu od deski do deski, tym bardziej że jak każdy okres, także ten omawiany miał swoje wzloty i upadki. Bo z jednej strony był genialny "Matrix", ale z drugiej twory typy "L.O. 27". Oczywiście, dobrze jest uzupełnić swoją wiedzę kompletnie dla mnie nieznanymi hasłami typu "Klasa na obcasach" czy "Mini Playback Show". Jak widać wymieniam również nasze krajowe tytuły, i to też jest zaletą tej blisko sześćset stronicowej książki. W przypadku tego typu tytułów mamy często do czynienia z przedrukami, tu natomiast widać, iż Bartek Koziczyński - autor "333 popkultowych rzeczy lat 90" - zebrał wszystko od zera. W rezultacie dostajemy lekturę łatwą, lekką i przyjemną - szczególnie gdy właśnie na zewnątrz mamy minus 20C i jedyną rzeczą na którą mam ochotę (oprócz pisania tej recenzji) jest przerzucanie kartek recenzowanej książki. Zabawa na kilka wieczorów gwarantowana - szczególnie tym, którzy pamiętają pierwszą wersję "90210" czy z wypiekami na twarzy oglądali w TVP "Miasteczko Twin Peaks".
czwartek, 01 grudnia 2011
TRANSMIGRACJA TIMOTHY'EGO ARCHERA

Twórczość Philipa K. Dicka zachwywa kolejne pokolenie czytelników. Szczególnie w kontekście wzowień jego poweiści przez wydawnictwo Rebis warto poświęcić chwilę zagadnieniu, które jest jednym z filarów twórczości sci-fi. Tym frapującym filarem jest poszukiwanie odpowiedzi na istnienie Boga lub też znalezienie odpowiedzi na istotę potrzeby wiary.
Po premierze "Solarisa" Stanisław Lem stwierdził, iż Andriei Tarkowski nie zrozumiał jego dzieła. Podczas gdy Lem opisywał naturę Oceanu - pozaziemskiej formy życia i niezrozumiałej dla ludzkiego umysłu, Tarkowski przedstawił Ocean jako wyższą formę inteligencji, która zafascynowała Krisa Kelvina - astronautę przybywające w okolicę planety Solaris. Fascynacja ta w kontekście innych dzieł Tarkowskiego może być odbierana jako religijna adoracja innej formy życia. Tarkowski bardzo umiejętnie wybierał tematy, które były doskonałą podstawą do dyskusji nt. fundamentalnych pytań i pomimo ograniczeń formy (cóż, władza  z każdym jego sukcesem coraz bardziej krytycznie patrzyła na jego prace), te same pytania dotyczące istoty życia i istoty wiary, były przez niego zadawane. Pierwszy przykład z brzegu - "Stalker" z przepiękną kilkuminutową sceną przejazdu przez zindustrializowane ulice miasta przyszłości (a może alternatywnej rzeczywistości?). Pomimo przejazdu wśród setek innych samochodów, główny bohater otoczony przez wytwory cywilizacji, czuje się samotnie. Tarkowski nakręcił tę scenę ponad trzydzieści lat temu i przewidział, iż dalszy rozwój naszego rozwoju będzie oddalać ludzi od siebie. Tu zresztą powstaje inne pytanie - czy oddalając się od Boga, oddalamy się od siebie?
Na to pytanie na pewno nie odpowie polski reżyser Piotr Szulkin. Według jego obrazu "O-bi, o-ba: Koniec cywilizacji", nasze nadzieje na przyjście Arki, która uratuje ludzkość jest owocem manipulacji po to, aby uspokoić społeczeństwo przed nieuchronną zagładą. Ten kryzys wiary, był jednym ze znaków szczególnych przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Być może był nawet silniejszy niż końcowe lata drugiego millennium. Dla przykładu w 1978 roku zakończyła swoją działalność Świątynia Ludu - sekta, której 900 członków popełniło zbiorowe samobójstwo.
Również u Philipa Dicka, pytania o istotę wiary i sposób jej postrzegania przewijał się w jego twórczości. Szczególnie ostatni okres, gdy Dick już był mocno zniszczony przez próby z narkotykami, paradoksalnie właśnie wtedy jego fascynująca umiejętność tworzenia niepowtarzalnych fabuł, wzbogacona została o dyskusje ezoteryczne. Pisząc "Valis" w ciągu zaledwie kilkunastu dni, przedstawił w nim własną wizję religii. Projekcja dotknięcia "palcem bożym", stała się źródłem paranoidalnej rozprawki ezoterycznej, dwóch postaci zamkniętych w jednym ciele. Nawet gdy czytamy wspaniałą powieść o narkotykowym bóstwie  "Trzy stygmaty Palmera Eldritcha" odnajdziemy smaczki, w których bohaterowie zostają postawieni przed zdefiniowaniem rzeczywistości - fundamentem koniecznym do zachowania równowagi psychicznej. Dlatego tym bardziej zaskakująca jest ostatnia powieść "Transmigracja Timothy'ego Archera" praktycznie pozbawiona elementów science fiction. Główny bohater jest biskupem, którego dokonania stawiają go w konflikcie z kościołem. Pomimo śmierci syna, następnie kochanki, potrzeba namacalnego zbliżenia do Boga nie dyskwalifikuje go jako osoby religijnej. Czy go odnajdzie? Tego dowiecie się kartek powieści, która na początku 2012 roku zostanie ponownie wydana przez wydawnictwo Rebis. 
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Zakładki:
Bezpośrednie połączenie z autorem bloga
Blogi warte zainteresowania
Lista filmów
Lista książek
Pozostali o filmach
Pozostali o książkach
Rankingi
Wsparcie/Współpraca: